Na wczorajszej sesji pojawiły się pierwsze sygnały przesilenia na rynku. Trudno mówić o przełomie, ale oznaki słabnięcia podaży są wyraźne. To daje nadzieję na kontynuację rozpoczętego odbicia.
Niedługo po otwarciu rynku kasowego dzień rozpoczął się mocną przeceną kontraktów, z pierwszymi w tej fali spadkowej oznakami paniki na rynku (minimum 1804 pkt). WIG20 zaliczył minimum kilka punktów powyżej poziomu 1800, wrócił w okolice otwarcia, ponownie przetestował dołek i zaczął powoli rosnąć. Pierwsza połowa sesji przyniosła jednak jeden element, którego na poprzednich sesjach nie było - bardzo niską aktywność, świadczącą o słabości podaży. Popyt zaczął to wykorzystywać i w końcówce sesji odnotowaliśmy maksima. Można, oczywiście, mówić o pozytywnym wpływie rynków USA czy BUX, ale moim zdaniem, wczoraj na rynku byliśmy świadkami pierwszej większej (w styczniowej fali spadkowej) zmiany nastrojów.
Ciekawym elementem układanki jest również stopa redukcji zapisów na Zelmer - 98,7% to wartość dotąd nie spotykana na naszym rynku, ale zarazem świadcząca o ucieczce drobnych inwestorów z GPW i chęci odrobienia styczniowych strat na bezpiecznym (jak dotąd) rynku pierwotnym. Nastroje wśród małych graczy są więc minorowe, a dla większego kapitału to zawsze dogodny moment do uderzenia i zebrania z rynku zniecierpliwionej podaży.
Czy jednak powyższe czynniki mogą doprowadzić do zmiany trendu? Moim zdaniem, tylko do korekty - strach na parkiecie jest jeszcze zbyt mały, by stał się fundamentem dla dynamicznych wzrostów. O ile na początku stycznia nastawienie rynku było jednoznacznie pozytywne, teraz nastroje są zdecydowanie pesymistyczne. Nie jest to, oczywiście, przesłanka do prognozowania wzrostów, ale powyższe czynniki mogą zadecydować o rozpoczęciu większej korekty, być może po jeszcze jednym przetestowaniu wczorajszego dołka.