Citigroup wywołał największą ubiegłoroczną aferę na europejskim rynku obligacji, gdy w sierpniu w ciągu dwóch minut najpierw sprzedał za pośrednictwem zarejestrowanej w Londynie elektronicznej platformy EuroMTS europejskie obligacje za 11 mld USD, a potem odkupił część przecenionych papierów za 4 mld USD. W ten sposób traderzy amerykańskiego banku złamali kilka przepisów regulujących handel na platformie i spowodowali gwałtowne wahania cen papierów, których dotyczyła transakcja. Wśród 200 instrumentów były m.in. najbardziej popularne w Europie papiery rządowe - niemieckie obligacje skarbu państwa (tzw. bundy). Kontraktami na nie obraca się m.in. na frankfurckim rynku derywatów Eurex, podlegającym jurysdykcji BaFin.
W przeciwieństwie do swojej brytyjskiej odpowiedniczki FSA, która również prowadzi dochodzenie w tej sprawie, BaFin nie ma uprawnień do nakładania sankcji na podmioty, którym udowodniono manipulacje na rynku, ale musi zwracać się do odpowiednich organów. Dlatego zwróciła się do prokuratury, aby ta wszczęła śledztwo kryminalne. Tym traderom, którzy dokonywali sierpniowej transakcji, grozi w związku z tym nawet kara więzienia.
Citigroup z ubolewaniem zareagował na stanowisko BaFin. W opublikowanym oświadczeniu napisał, że "ubolewa, iż niemiecka komisja zwróciła się o wszczęcie śledztwa przez prokuraturę". Podkreślił, że nadal zamierza "w pełni współpracować z wszystkimi instytucjami badającymi sprawę sierpniowych transakcji".