Wczoraj odbyło się pierwsze robocze posiedzenie sejmowej komisji specjalnej, która ma zbadać kulisy prywatyzacji PZU. - Musimy przyjąć strategię działania, która pozwoli nam zakończyć prace jeszcze przed końcem kadencji - zadeklarował Janusz Dobrosz, przewodniczący speckomisji. Według wcześniejszych deklaracji, jej członkowie mieli wczoraj określić, jakie dokumenty niezbędne są do pełnego zbadania kulisów prywatyzacji, a także wyznaczyć listę świadków, których będą chcieli przesłuchać.
To nie świadkowie
Nie do końca się to udało. Bogdan Lewandowski (SdPl) zarzucił nawet prezydium, że nie przygotowało żadnych propozycji. Potem, w trakcie dwugodzinnych obrad, emocje nieco opadły i ustalono, że członkowie przedstawią swoje propozycje do przyszłego wtorku. Członkowie komisji uzgodnili również, że na kolejne posiedzenie, w przyszłą środę, wezwą ministra skarbu Jacka Sochę oraz prof. Marka Wierzbowskiego, naszego pełnomocnika w procesie arbitrażowym. Ale nie w charakterze świadków, tylko żeby złożyć wyjaśnienia. Posłowie chcą poznać szczegóły negocjowanej ugody z Eureko oraz postępowania arbitrażowego wytoczonego Polsce przez holenderskiego inwestora (ta część posiedzenie zostanie utajniona).
Przemysław Gosiewski (PiS) zaproponował, aby w podobny sposób "przesłuchać" również premiera Marka Belkę. Według niego, należy wyjaśnić, czy fakt, że szef rządu popiera ugodę, nie ma związku z tym, że kilka lat temu był związany z jednym z uczestników procesu prywatyzacji PZU (był przewodniczącym rady nadzorczej BIG-BG, członka konsorcjum). Premiera wzięli w obronę członkowie komisji z SLD. Ostatecznie przewodniczący Dobrosz zadeklarował, że postara się do przyszłej środy ustalić z premierem termin takiego spotkania. Miałoby do niego dojść nie później niż 15 lutego.
Góra dokumentów