Za nami kolejny dzień odbicia. Wypadł on bardzo słabo. Nie dosyć, że wzrost był mizerny, to jeszcze towarzyszyły mu niewielkie obroty. WIG20 dotarł do oporu w postaci dołka z 10 grudnia. W tym samym miejscu przebiega linia łącząca dołki z października i listopada ubiegłego roku. Mniej więcej tutaj wypada również maksimum z wiosny minionego roku, ponad którym indeks zdołał utrzymać się jedynie półtora miesiąca. A to przecież jego pokonanie na początku grudnia 2004 r. było interpretowane jako zapowiedź kontynuacji hossy. W tej sytuacji powrót poniżej tego poziomu należy traktować jako sygnał sprzedaży.
Trzeba się liczyć z tym, że zasięg korekty został wypełniony. Do takiego wniosku skłania też analiza WIG-Banki, który od dłuższego czasu pozostaje kluczowym indeksem z punktu widzenia oceny giełdowej koniunktury. Dzięki popytowi na spółki z tego sektora indeksy biły rekordy w końcówce 2004 r., a teraz w efekcie realizacji zysków z akcji banków doszło do pogorszenie nastrojów na całym rynku.
Indeks WIG-Banki znalazł się w bardzo ważnym miejscu. Z jednej strony przełamał pięciomiesięczną linię trendu rosnącego, z drugiej zdołał obronić wsparcie przy 33 390 pkt, gdzie znajdują się górki z wiosny oraz listopada 2004 r. Właśnie przełamania tej drugiej bariery brakuje do ogłoszenia zmiany trendu na malejący w sektorze bankowym. Niewykluczone że wzrost indeksu z dwóch ostatnich dni jest tylko ruchem powrotnym do przebitej linii trendu. Wskazują na to niskie obroty oraz niewielka szerokość zwyżki. Przyczynił się do niej głównie PKO BP. Natomiast reszta banków zyskała symbolicznie. Stąd też kolejne dni powinny przynieść atak na 33 390 pkt. Powstająca na tygodniowym MACD negatywna dywergencja dodatkowo zwiększa szanse na przełamanie tego poziomu. Przecięcie przez wskaźnik średniej potwierdziłoby wszystkie negatywne sygnały i wzorem poprzednich takich wskazań z maja 2004 r., października i stycznia 2003 r., czy czerwca 2002 r. zapowiadałoby głębszą przecenę.