- Dobre wyniki gospodarcze nie powinny być dla rządów powodem do samozadowolenia - uważa Thomas Laursen, szef ekonomistów BŚ na kraje regionu. Bank opublikował wczoraj kolejny kwartalny raport nt. kondycji gospodarek ośmiu państw Europy Środkowej i rejonu Bałtyku (grupa EU-8), w tym także Polski. Okazało się, że większość krajów skorzystała z przystąpienia do Unii Europejskiej (w całym roku łączna produkcja państw EU-8 wzrosła o ok. 5% - o 1 pkt proc. więcej niż w 2003 r.). Siłą napędową dla regionu była gospodarka Polski (BŚ szacuje, że roczny wzrost PKB w kraju wyniósł ok. 5,6%). Efekt "akcesji" osłabł jednak w większości krajów w II połowie 2004 r.
Według prognoz Banku, wzrost gospodarczy Polski w 2005 r. wyniesie 4,5-5% - podobnie jak średnia dla regionu. Eksperci BŚ oceniają, że dynamika PKB powinna być dość stabilna, mimo umacniającego się złotego i zbyt restrykcyjnej - zdaniem niektórych ekonomistów - polityki NBP. - Aprecjacja polskiej waluty powinna martwić, gdyby wywoływał ją napływ kapitału spekulacyjnego - mówi T. Laursen. - Z podobnych powodów nie zalecamy poluzowania polityki monetarnej. Bank centralny powinien z tym poczekać do spodziewanego spadku inflacji - dodaje.
Również pierwsze notowanie Indeksów Biznesu Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" przyniosło zmiany, które mogą świadczyć o zmniejszeniu się dynamiki wzrostu gospodarczego w I kwartale br. Jednak eksperci PKPP zmniejszenie się wartości poszczególnych wskaźników interpretują zupełnie inaczej, niż ekonomiści Banku Światowego.
Indeks kwartalny (wskazuje on tendencje gospodarcze oczekiwane w I kw. 2005 roku) spadł w styczniu o 8 pkt. Jednocześnie jednak wskaźnik dotyczący całego roku nie zmniejszył się, a półroczny skurczył się tylko o 2 pkt. Właśnie na podstawie tego rozkładu indeksów, PKPP spodziewa się lekkiego spowolnienia w bieżącym kwartale. - To osłabienie będzie miało raczej przejściowy charakter - mówi Stanisław Kubielas, ekspert ekonomiczny Konfederacji. - Oczekujemy wyraźnej poprawy w kolejnych kwartałach - dodaje.
Z kolei Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową uważa, że zmniejszenie się wartości indeksu to tylko zmiana sezonowa. - Jestem daleki od interpretowania tego jako zatrzymania tempa wzrostu gospodarczego - mówi ekonomista IBnGR.