Przypomnijmy, że opiewające na 1,25 mld USD przejęcie działu produkcji komputerów osobistych IBM-a przez firmę z Chin uzgodniono w grudniu. Wtedy też sprawą zajął się Komitet ds. Zagranicznych Inwestycji w Stanach Zjednoczonych (CFIUS), działający na styku amerykańskich agencji federalnych. Na decyzję, czy zgodzić się na transakcję, czy też sprawdzić ją pod kątem zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego USA, miał czas do minionego piątku.
Jak wynika z nieoficjalnych informacji agencyjnych, zgody nie wydał, bo urzędnicy wybrali drugą opcję. Badanie zagrożeń, rozpoczęte w czwartek, zgodnie z przepisami potrwa 45 dni. Do tego czasu urzędnicy, wśród których są m.in. przedstawiciele Departamentu Sprawiedliwości i Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, muszą przygotować raport, który następnie przedstawią prezydentowi, i to on podejmie ostateczną decyzję - czy wydać zgodę, czy zablokować transakcję.
Czego obawia się amerykańska administracja? Między innymi tego, że chińscy agenci będą mogli korzystać z laboratoriów IBM-a w Research Triangle Park w Północnej Karolinie, prowadząc szpiegostwo gospodarcze, i o to, że Lenovo uzyska dostęp do wykorzystywanej przez amerykański rząd technologii IBM-a. Sprawa wywołała też poruszenie na Kapitolu - o dokładne jej zbadanie prosiło kilku republikańskich senatorów.
Zdaniem ekspertów, badanie powinno się zakończyć mimo wszystko pomyślnie dla komputerowych koncernów. - Nie ma wystarczających argumentów przeciw transakcji - uważa William Reinsch, szef amerykańskiej Narodowej Rady Handlu Zagranicznego, a za kadencji Clintona wysoki urzędnik w Departamencie Handlu. - Chodzi o low-tech, technologię wszechobecną, którą Chińczycy już posiadają. Nie powinno się robić całego zamieszania - dodaje.
CFIUS jednak już co najmniej raz pokrzyżował plany powiązanych z Chinami przedsiębiorców. Chodzi o odwołaną dwa lata temu transakcję przejęcia sieci telekomunikacyjnej należącej do Global Crossing przez konglomerat Hutchison Whampoa miliardera Li Ka-shinga z Hongkongu. Na jej sfinalizowanie nie zgodzili się zasiadający w Komitecie przedstawiciele Departamentu Obrony.