Wczoraj notowania krakowskiej spółki handlującej odzieżą (salony House) wzrosły o 0,6%, do 8,8 zł. Wciąż jednak są blisko ustanowionego kilka dni temu historycznego minimum - 8,25 zł. Cena emisyjna walorów sprzedawanych w maju w publicznej ofercie wynosiła 19 zł, a podczas pierwszego miesiąca obecności firmy na parkiecie kurs sięgał 21-23 zł. Od początku sierpnia systematycznie spadał (powód: słabe wyniki finansowe). Wówczas bowiem rozpoczął się cykl obniżania prognoz finansowych na 2004 rok, który trwał do tej pory. Ostatni z serii komunikatów na ten temat spółka przekazała przed kilkoma dniami. Paradoksalnie złe informacje finansowe pomogły trochę notowaniom - inwestorzy wiedzą w końcu, czego się spodziewać. Wcześniej docierały do nich jedynie sygnały, że kolejne założenia mogą okazać się przestrzelone. Teraz spółka podała wstępne dane za zeszły rok: 103 mln zł przychodów ze sprzedaży i 100 tys. zł zysku netto.
Ostatnie, listopadowe prognozy Artmana mówiły o 105 mln zł obrotów i 1 mln zł zarobku (we wcześniejszych dwóch zysk się "skurczył" z 6 do 4,8 mln zł, obroty ze 109 mln zł do 106 mln zł). Skąd różnica między nimi a wstępnymi obliczeniami?
- Ze względu na sklepy własne mamy stosunkowo wysokie koszty stałe. W efekcie drobne wahnięcie na poziomie przychodów powoduje znaczne zmiany wyniku netto. Okazało się, że kupiliśmy trochę za dużo towaru i w grudniu musieliśmy zdecydować się na głębsze przeceny. Zeszłoroczne wyniki są w trakcie badania. Zawsze mogą się pojawić jakieś dodatkowe koszty, ale teraz podaliśmy dane po zamknięciu roku, ostrożnie, z odpowiednią rezerwą - wyjaśnia Grzegorz Koterwa, dyrektor finansowy Artmana.
W 2003 roku firma miała 86,9 mln zł przychodów i 1,8 mln zł zysku. W ciągu trzech kwartałów 2004 r. spółka wypracowała około 68 mln zł sprzedaży, a strata netto przekroczyła 200 tys. zł. Wstępne dane roczne wskazują, że w IV kwartale zyski firmy były niewielkie, mimo istotnego wzrostu obrotów. Rentowność netto wyniosła około 1% (niespełna 0,1% w całym roku) i jest bardzo niska w porównaniu z prezentowaną przez inne podmioty handlujące odzieżą. - Naszym celem jest osiągnięcie w ciągu trzech lat rentowności netto na poziomie średniej dla branży, czyli 8-9%. W tym roku chcielibyśmy, aby było to około 4% - mówi G. Koterwa. Wskazuje na większy popyt na nową kolekcję (wyższe zakontraktowanie w kanale hurtowym), zmiany personalne (nowy główny projektant, szef marketingu oraz osoba odpowiedzialna ze eksport), usprawnienie zarządzania siecią sklepów detalicznych.
- Już procentuje penetracja rynków ościennych. Otworzyliśmy tam dwa sklepy franczyzowe. W I półroczu przybędzie pięć nowych - twierdzi.