Niskie obroty zawsze narażają na dość duże niebezpieczeństwo błędnej interpretacji rozkładu sił na rynku. Takie właśnie wątpliwości towarzyszą ostatniej sesji, choć na korzyść byków przemawia fakt, że nie szliśmy tym razem pod prąd rynków zachodnich, a jedynie naśladowaliśmy ich wzrost. To zawsze trochę zwiększa wiarygodność ruchu. Co prawda wzrost na zachodzie był trochę emocjonalny, bo wywołany "sukcesem demokracji" w Iraku, ale od kiedy inwestorów interesują uzasadnienia?
Oczywiście w tym miejscu któryś z niedźwiedzi zwróci od razu uwagę, że np. węgierski BUX, czy czeski PX50 w tym wzroście udziału wczoraj nie brały. Zgoda, tyle tylko, że te rynki skończyły ostatni tydzień na szczytach hossy, a nam do tych poziomów trochę brakuje. Przed ich poprawianiem najpierw musimy zmierzyć się z obszarem oporu jaki wytworzyła konsolidacja z drugiego tygodnia stycznia. Jej szczyt na kontraktach jest jednocześnie 61,8-proc. zniesieniem całej styczniowej fali spadkowej. W takim układzie można założyć, że o ile rynek wykaże wystarczającą siłę, by pokonać te poziomy (indeks nad 1900 pkt, kontrakty nad 1925 pkt), to czeka nas ponowne testowanie szczytów hossy w ślad za rynkiem węgierskim i czeskim.
Ja w taki scenariusz trochę niedowierzam (podobnie jak kontrakty utrzymujące zerową bazę) i uważam, że gdy wrócą większe obroty, to będą to obroty generowane głównie przez podaż. Za dużo było ostatnio rozczarowujących danych makro, za silna była styczniowa wyprzedaż i zbyt mało przekonująco idziemy do góry, by myśleć o nowych szczytach hossy. Ale to trochę o dalszej przyszłości. Na jutro mimo wątpliwości zapowiada się test wspomnianych wyżej poziomów i jeśli wyszlibyśmy wyżej na znacząco większych obrotach, to wszelkie wątpliwości mogą w krótkim terminie zejść na plan dalszy.