Już w ubiegłym roku dotarła do uczestników rynku finansowego informacja o planowanym spotkaniu na szczycie przedstawicieli rządu i Narodowego Banku Polskiego (Rady Polityki Pieniężnej), którego tematem ma być polityka kursowa. Wśród decydentów najwyraźniej zapanowało przekonanie, że umocnienie złotego stanowić może najpoważniejszy problem dla polskiej gospodarki. Wniosek - coś z tym trzeba zrobić. Problem w tym tylko, że nie za bardzo wiadomo co.
Ze słów prezesa NBP wynika najwyraźniej, że bank centralny do interwencji zbyt skłonny nie jest. Tym samym dla uczestników rynku finansowego listopadowe wypowiedzi jego zastępcy o możliwości interwencji straciły na znaczeniu. Jednocześnie przedstawiciele rządu zadeklarowali, że spotkanie nie będzie służyć "szukaniu rozwiązań, które miałyby wpłynąć na bieżący kurs złotego". Cóż, być może było to spowodowane faktem, że (wbrew niektórym oczekiwaniom) kurs złotego w styczniu nie notował kolejnych rekordów i nie spadł poniżej 4 za euro (choć moim zdaniem pod koniec roku jak najbardziej możliwy jest kurs złotego poniżej 4 za euro i poniżej 3 za dolara).
Skoro spotkanie lutowe nie będzie ukierunkowane na sprawy bieżące, to do uzgodnienia pozostaje kwestia długookresowej strategii wchodzenia do mechanizmu kursowego ERM2 i strefy euro. W sprawę tę zaangażował się ostatnio nawet prezydent Aleksander Kwaśniewski, mówiąc, że chce "zapoczątkować dyskusję na temat kalendarza wejścia do euro i działań w tym zakresie". Przyjęcie euro w 2009 roku wymaga wejścia do systemu ERM2 w 2006 roku, co może sugerować, że rozmowy na ten temat między rządem a NBP powinny mieć miejsce coraz częściej. Problem jednak w tym, że to nie obecny rząd będzie decydował o wejściu Polski do strefy euro. Nie bardzo sobie wyobrażam, jakie istotne decyzje może przynieść lutowe spotkanie, skoro kształt polityki fiskalnej, począwszy od 2006 roku, będzie zależał od nowej ekipy rządzącej.
Dlatego też, dla rynku finansowego ważniejsze od lutowego spotkania rządu z NBP, moim zdaniem, jest śledzenie wypowiedzi polityków obecnej opozycji. Miejmy nadzieję, że partie obecnie opozycyjne przedstawią swoje programy gospodarcze stosunkowo szybko, umożliwiając ocenę prawdopodobieństwa wejścia do strefy euro w tej dekadzie. W tym kontekście bardzo interesujący był wywiad z Zytą Gilowską. Powiedziała ona bowiem, że Polska powinna dołączyć do ERM2 tylko wówczas, gdy trwale spełni wymagania fiskalne przyjęcia euro (przy czym redukcja deficytu poniżej 3% PKB oczekiwana jest przez Gilowską dopiero w 2007 roku). Według liderki PO wynika z tego, że wejście do ERM2 nastąpi dopiero w 2008-2009 roku. Oznaczałoby to z kolei, że obecne rozmowy między rządem a bankiem centralnym byłyby mocno przedwczesne.
Ostatnio mieliśmy również okazję zapoznać się z opinią PO nt. reformy finansów publicznych. Wiceszef PO Zbigniew Chlebowski powiedział, że deficyt budżetowy nie będzie zmniejszony w 2006 roku, a reforma finansów publicznych zostanie wprowadzona dopiero w 2007 roku, zawierając m.in. propozycję wprowadzenia podatku liniowego (3×15). Równocześnie Chlebowski stwierdził, że strategicznym celem nowego rządu będzie wprowadzenie euro do 2008 lub 2009 roku.