Reklama

Gadające głowy

Platformie Obywatelskiej będzie trudno zrealizować strategiczne cele gospodarcze

Publikacja: 01.02.2005 07:19

Już w ubiegłym roku dotarła do uczestników rynku finansowego informacja o planowanym spotkaniu na szczycie przedstawicieli rządu i Narodowego Banku Polskiego (Rady Polityki Pieniężnej), którego tematem ma być polityka kursowa. Wśród decydentów najwyraźniej zapanowało przekonanie, że umocnienie złotego stanowić może najpoważniejszy problem dla polskiej gospodarki. Wniosek - coś z tym trzeba zrobić. Problem w tym tylko, że nie za bardzo wiadomo co.

Ze słów prezesa NBP wynika najwyraźniej, że bank centralny do interwencji zbyt skłonny nie jest. Tym samym dla uczestników rynku finansowego listopadowe wypowiedzi jego zastępcy o możliwości interwencji straciły na znaczeniu. Jednocześnie przedstawiciele rządu zadeklarowali, że spotkanie nie będzie służyć "szukaniu rozwiązań, które miałyby wpłynąć na bieżący kurs złotego". Cóż, być może było to spowodowane faktem, że (wbrew niektórym oczekiwaniom) kurs złotego w styczniu nie notował kolejnych rekordów i nie spadł poniżej 4 za euro (choć moim zdaniem pod koniec roku jak najbardziej możliwy jest kurs złotego poniżej 4 za euro i poniżej 3 za dolara).

Skoro spotkanie lutowe nie będzie ukierunkowane na sprawy bieżące, to do uzgodnienia pozostaje kwestia długookresowej strategii wchodzenia do mechanizmu kursowego ERM2 i strefy euro. W sprawę tę zaangażował się ostatnio nawet prezydent Aleksander Kwaśniewski, mówiąc, że chce "zapoczątkować dyskusję na temat kalendarza wejścia do euro i działań w tym zakresie". Przyjęcie euro w 2009 roku wymaga wejścia do systemu ERM2 w 2006 roku, co może sugerować, że rozmowy na ten temat między rządem a NBP powinny mieć miejsce coraz częściej. Problem jednak w tym, że to nie obecny rząd będzie decydował o wejściu Polski do strefy euro. Nie bardzo sobie wyobrażam, jakie istotne decyzje może przynieść lutowe spotkanie, skoro kształt polityki fiskalnej, począwszy od 2006 roku, będzie zależał od nowej ekipy rządzącej.

Dlatego też, dla rynku finansowego ważniejsze od lutowego spotkania rządu z NBP, moim zdaniem, jest śledzenie wypowiedzi polityków obecnej opozycji. Miejmy nadzieję, że partie obecnie opozycyjne przedstawią swoje programy gospodarcze stosunkowo szybko, umożliwiając ocenę prawdopodobieństwa wejścia do strefy euro w tej dekadzie. W tym kontekście bardzo interesujący był wywiad z Zytą Gilowską. Powiedziała ona bowiem, że Polska powinna dołączyć do ERM2 tylko wówczas, gdy trwale spełni wymagania fiskalne przyjęcia euro (przy czym redukcja deficytu poniżej 3% PKB oczekiwana jest przez Gilowską dopiero w 2007 roku). Według liderki PO wynika z tego, że wejście do ERM2 nastąpi dopiero w 2008-2009 roku. Oznaczałoby to z kolei, że obecne rozmowy między rządem a bankiem centralnym byłyby mocno przedwczesne.

Ostatnio mieliśmy również okazję zapoznać się z opinią PO nt. reformy finansów publicznych. Wiceszef PO Zbigniew Chlebowski powiedział, że deficyt budżetowy nie będzie zmniejszony w 2006 roku, a reforma finansów publicznych zostanie wprowadzona dopiero w 2007 roku, zawierając m.in. propozycję wprowadzenia podatku liniowego (3×15). Równocześnie Chlebowski stwierdził, że strategicznym celem nowego rządu będzie wprowadzenie euro do 2008 lub 2009 roku.

Reklama
Reklama

Mam dwie uwagi, poza faktem, że wypowiedź Chlebowskiego nie jest do końca spójna z wypowiedzią Gilowskiej. Po pierwsze, jeśli Polska miałaby zostać przyjęta do strefy euro w 2008 roku, deficyt budżetu należałoby obniżyć poniżej 3% PKB już w 2006 r. Tymczasem Chlebowski przyznał, że jest to raczej niemożliwe. Po drugie, jeśli euro mamy wprowadzić w 2009, to deficyt budżetu poniżej 3% PKB należy osiągnąć w 2007 r., a warto zauważyć, że wprowadzenie w tym samym momencie reformy podatkowej nie musi przynieść natychmiastowego wzrostu dochodów. Choć stawka podatku liniowego w wysokości 15% byłaby zapewne pozytywna dla sytuacji gospodarczej Polski w długim okresie, pierwszy rok po jego wprowadzeniu może być dość ryzykowny dla kształtowania dochodów budżetu.Dodatkowo należy pamiętać, że PO prawdopodobnie będzie współtworzyła rząd z inną partią (lub partiami), która niekoniecznie będzie podzielała wszystkie pomysły na politykę gospodarczą.

Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno spodziewać się jakichkolwiek ważnych wniosków z lutowego spotkania rządu z NBP. Usłyszymy raczej coś w rodzaju: "konieczna jest lepsza koordynacja polityki makroekonomicznej na drodze Polski do strefy euro, a zastąpienie złotego euro w jak najszybszym możliwym terminie byłoby najkorzystniejsze dla polskiej gospodarki". Czyli nic nowego, ale też nic dziwnego, bo jak można ustalić politykę kursową na drodze do euro, kiedy nie wiadomo, jakie będą decyzje nowego rządu. Rynki finansowe będą zapewne czekać z dużo większym zniecierpliwieniem na wynik wyborów i program gospodarczy nowego rządu niż na najbliższe spotkanie banku centralnego z odchodzącym rządem.

I nie zapominajmy, że w marcu poznamy prawdopodobnie decyzję Unii Europejskiej na temat możliwości klasyfikowania otwartych funduszy emerytalnych jako części sektora finansów publicznych, co jest kluczowe dla spełnienia fiskalnego kryterium Maastricht w 2007 r. Jeśli, nie daj Boże, okaże się ona niekorzystna, to rozmowy o wejściu do ERM2 i strefy euro mogą zostać odłożone jeszcze bardziej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama