Możliwość reaktywowania handlu na Easdaqu zapowiedział Jos Peeters, dyrektor generalny firmy. Podkreślił, że jednym z warunków będzie prawdopodobnie jakaś forma współpracy z którąś z giełd papierów wartościowych. Peeters liczy, że Easdaq przyciągnąłby te spółki, przede wszystkim z branży high-tech, które chciałyby być notowane na bardziej uregulowanym rynku, niż np. należący do London Stock Exchange Alternative Investment Market (AIM), również przeznaczonym dla małych spółek o dużym potencjale wzrostowym.
Nowy rynek, który prawdopodobnie zmieniłby nazwę, miałby działałać na podstawie przepisów obowiązujących belgijski rynek kapitałowy.
Easdaq jako pierwszy elektroniczny rynek paneuropejski powstał w listopadzie 1996 r. Wzorowany był na amerykańskim Nasdaqu i miał przyciągnąć emitentów spośród spółek działających w branży nowoczesnych technologii. Kariery Easdaq jednak nigdy nie zrobił. Nawet w szczycie internetowej hossy, w pierwszej połowie 2000 r., na Easdaqu notowanych było zaledwie 60 spółek o kapitalizacji 40 mld euro. W 2001 r. zapaliło się "zielone światło" dla Easdaqu. Rynek został przejęty przez Nasdaq, który wówczas stawiał na ekspansję zagraniczną, rozwijając działalność nie tylko w Europie, ale również w Azji. Wejście amerykańskiego giganta jednak nie pomogło. Pęknięcie internetowej bańki spowodowało, że inwestorzy odwrócili się od spółek high-tech. Liczba emitentów na Easdaqu, przemianowanym na Nasdaq Europie, spadła do niecałych 40. W czerwcu 2003 r. Nasdaq ogłosił, że wycofuje się z Europy, co oznaczało, że działalności zaprzestał też brukselski Nasdaq Europe.