Reklama

Rząd przygotowuje reformy

Obecny układ polityczny nie jest w stanie już niczego sensownego wprowadzić w życie

Publikacja: 02.02.2005 07:28

No cóż... Wygląda na to, że wybory odbędą się jednak dopiero jesienią. Wszyscy najważniejsi politycy SLD w wypowiedziach publicznych są oczywiście za terminem wiosennym, trzeba przecież dotrzymać zobowiązań, ale jak przychodzi co do czego, to się okazuje, że partia jest za terminem jesiennym. Ot, taka mała schizofrenia...

Trudno się dziwić, wiemy jak jest. Znaczna część aktualnych posłów Sojuszu nie pojawi się w ławach nowego parlamentu, trzeba zatem obecną kadencję wykorzystać do maksimum. Co prawda, po wyroku skazującym w związku z aferą starachowicką fucha posła w niektórych kręgach nie jest już tak pożądana (okazało się, że posłowi można zabrać immunitet, a potem go skazać), ale zawsze to parę ładnych tysięcy złotych miesięcznie. I w sumie prawie za nic, bo jak się bardzo nie chce, to się przemęczać nie trzeba.

Fascynuje mnie jednak pewien inny problem. Gospodarczo-finansowe ministerstwa naszego rządu koncentrują się ostatnio nad przygotowaniem planów poważnych reform. A to Narodowy Plan Rozwoju, a to zmiany w systemie podatkowym itd., itp. Co prawda, jak zwykle, nawet w ramach poszczególnych resortów pełnej zgodności nie ma (np. minister finansów twierdzi, że podatki mogą być niższe, a wiceminister, że nie), ale w świat idzie, że zakrojone na szeroką skalę prace trwają. Jest jednak małe "ale". Otóż wszystkie te koncepcje przygotowywane są dla... następców. Bo co jak co, ale jeszcze w zeszłym roku dowiedzieliśmy się od rządzących nami, że wszelkie poważne zmiany można wprowadzić najwcześniej od 2006 roku. Czyli wtedy, kiedy "nas" już nie będzie.

Nasuwa się pytanie: czy działanie takie wynika z niechęci do podejmowania ryzyka, czy z pragmatyzmu związanego z obecnym układem sił w parlamencie? Miejmy nadzieję, że z tego drugiego, choć tak do końca pewien tego nie jestem.

Wieść niesie, że najbardziej niezadowoleni z jesiennego terminu wyborów są... rządzący ministrowie. Okazało się bowiem, że będą musieli realizować budżet przygotowany na 2005 rok. A do dzisiaj tak do końca nie wiadomo, jak rząd zamierza pozyskać niektóre środki i jak chce zmniejszyć niektóre wydatki. W tym temacie przedstawiciele Rady Ministrów wciąż utrzymują równy, wysoki poziom niejasności. Pisałem parę tygodni temu, że premier Hausner z ministrem Gronickim bagatelizowali rolę nieuchwalenia dwóch ustaw z tzw. planu Hausnera. W ciągu paru godzin z pierwotnych prawie 2 mld złotych, które ustawy te miały przynieść, zrobiła się kwota "nieistotna dla deficytu budżetowego". Teraz dołączyła się do tego grona wicepremier Jaruga-Nowacka, twierdząc, że odpuszczenie sobie reformy KRUS nie będzie wcale katastrofą dla budżetu, bo oszczędności z tego tytułu były zawyżone... I bądź tu mądry!

Reklama
Reklama

Obecny układ polityczny nie jest w stanie już niczego sensownego wprowadzić w życie. Jedyna szansa to następny rząd i następny parlament. Nie oznacza to jednak, że najbliższe miesiące muszą być zmarnowane. Jeśli rzeczywiście premier Hausner, minister Gronicki, albo ktokolwiek inny, przygotują ciekawe koncepcje na przyszłość, mniej pracy będą mieli następcy. Oby tylko "nowi" nie unosili się dumą albo jedynie partyjną niechęcią i nie odrzucili tych projektów tylko dlatego, że przygotowali je "tamci".

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama