Gdyby o wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie czwartej stawki miały zdecydować opinie stron, 50% już by nie było. O jej uznanie za niezgodne z ustawą zasadniczą prosił Zbigniew Szcząska, który reprezentował wnioskodawcę, czyli prokuratora generalnego. Za wykreśleniem jej z ustawy podatkowej był również Leszek Samborski, poseł SLD (to m.in. dzięki głosom tego ugrupowania nowa stawka trafiła do ustawy), oraz Jarosław Neneman, wiceminister finansów. O ile dwaj pierwsi wskazywali na to, że podatnicy mieli za mało czasu na przygotowanie się do czwartej stawki z powodu zbyt krótkiego vacatio legis, to J. Neneman dołożył argumenty ekonomiczne.
- W trakcie prac w Sejmie mówiliśmy, że nowa stawka objęłaby około 4 tys. osób - powiedział. - Jednak były to dane za 2002 r. Teraz mamy już informacje z 2003 r. i wiemy, że nowa stawka dotyczyłaby 1914 osób. Dałaby dodatkowe 100 mln zł, o ile żaden z tych podatników nie zdecydowałby się np. na przejście na liniową, 19-proc. stawkę. Wystarczyłoby jednak, aby co 7. z tych podatników przeszedł na 19%, żeby operacja była dla budżetu negatywna. Gdyby zrobił to co 6., budżet by stracił.
Jednak ta zgodność wszystkich stron w postępowaniu nie zrobiła wrażenia na sędziach. Zaczęli się oni dopytywać, co właściwie miałoby być niezgodne z konstytucją - przepisy, które tę stawkę wprowadzają, sposób, w jaki trafiły do ustawy czy może data wejścia ustawy w życie?
Z. Szcząska powiedział, że prokurator generalny nie ma zarzutów co do sposobu, w jaki przepisy w ustawie się pojawiły (zgłosiła je grupa posłów w trakcie II czytania), tylko do zbyt krótkiego vacatio legis. Dziennik ustaw z nowymi przepisami pojawił się bowiem dopiero 13 grudnia, tymczasem powinny one zostać ogłoszone przed końcem listopada.
Sędziowie jednak pytali nadal, zwracając uwagę, że co innego znaczyłoby uznanie za niezgodne z konstytucją stawki 50% - bo wtedy by zniknęła z prawa, a co innego daty wejścia w życie tych przepisów. Na czym polega różnica?