No i stało się - mleko się rozlało. Jeśli ktoś był na tyle naiwny, żeby wierzyć w zapowiedzi SLD, że wybory będą na wiosnę, teraz pewnie ma kaca. Bo wiadomo nie od dziś, że od wiosny lepsza jest jesień. W końcu - wiosna to przednówek, chłopom się ziemniaki w kopcach kończą, a jesień - samo dobre, owoce, warzywa i na dodatek tanie. W końcu wiadomo, że wyborca jesienią, jak się obje po uszy węgierkami, chętniej położy krzyżyk na SLD niż taki, co może kanapkę posypać sobie jedynie świeżą rzeżuchą.
Co prawda, przedstawiciele SLD twierdzą, że lepsza jest wiosna. Ale oni się poświęcą dla kraju i jeszcze owe parę miesięcy nam porządzą i mnóstwo dobrego narobią. A przy okazji postawią tamę złej prawicy, która tylko przebiera nogami, żeby dorwać się do władzy i zepsuć nam III Rzeczpospolitą albo - nie pozwól Karolu Marksie - założyć czwartą. I nie da się ukryć - to postawa godna podziwu. Nie tylko z powodu wielkości celów, ale dla żelaznej konsekwencji.
Bo jak się dokładnie przyjrzeć, to okaże się, że SLD od 4 lat właściwie nic innego nie robi, jak daje odpór i opóźnia pochód prawicy oraz sabotuje przeróżne pomysły, szkodliwe dla pracującego chłoporobotnika. Ot, jakiś czas temu znany prawicowy "oszołom" Leszek Balcerowicz wpadł na pomysł, żeby spowolnić narastanie długu publicznego i obniżyć deficyt budżetowy. To było zbyt prawicowe, nawet jak dla ówczesnego prawicowego rządu. A rząd lewicowy już od 4 lat daje odpór tej idei - niby chce, niby jakieś programy nawet przygotował, ale przecież tak naprawdę nic się nie zmieniło. Wystarczy, że złoty się osłabi i zaraz dług nasz zobaczymy ogromny.
Tenże "oszołom" Leszek Balcerowicz zaproponował nawet podatek. Zwykle na każdą taką propozycję lewica reaguje entuzjastycznie, bo nowy podatek to większy strumień pieniędzy, a w większych strumieniach można większe rybki łowić. Problem w tym, że L. Balcerowicz zaproponował podatek liniowy. I znowu - rząd SLD przez prawie cztery lata daje odpór. Owszem, naciski były wielkie, trzeba było nieco ustąpić i dać liniowy podatek przedsiębiorcom, ale generalnie nadal mamy progi.
Z prawdziwym samozaparciem - kosztem poparcia społecznego, miejsc w parlamencie i diet poselskich - SLD broni idei samopomocy. Bo lewica przecież jest po to, aby pomagać - więc partia kiedyś Leszka Millera, potem Krzysztofa Janika, a teraz Józefa Oleksego stara się pomagać, najlepiej swoim działaczom, krewnym i znajomym. Choć nie tylko - pomaga nawet związkowcom z Solidarności w uzyskaniu posad na całe życie, np. w energetyce.