Kurs kontraktów wspiął się na wysokość, na której przebiegała krótkoterminowa konsolidacja w połowie stycznia. Ten opór okazał się na razie wystarczający, by powstrzymać dalszą zwyżkę. Warunki sprzyjają bowiem korekcie. Oscylator stochastyczny od kilku dni znajduje się w strefie wykupienia, co oznacza podwyższone ryzyko otwierania długich pozycji. W tej sytuacji uznać więc nawet można, że stabilizacja notowań na ostatnich dwóch sesjach to przejaw nie słabości, lecz wytrzymałości byków. Środowa zniżka mogła być przecież dla niedźwiedzi dobrą okazją do nakręcenia wyprzedaży. Tak się jednak nie stało.
Z drugiej strony niczego nie da się oczywiście wykluczyć. Także tego, że notowania zaczną mimo wszystko opadać. Za "alarmowy" poziom można uznać połowę wtorkowej białej świecy - nieco poniżej 1900 pkt. Ponadto, spadek taki pociągnąłby automatycznie za sobą sygnał sprzedaży ze strony oscylatora stochastycznego. W tej okolicy można będzie zatem rozważyć zamknięcie długiej pozycji. Na razie jest to jednak scenariusz hipotetyczny, bo krótkoterminowy trend pozostaje wzrostowy. Wobec tego bardziej prawdopodobna wydaje się stopniowa zwyżka w kierunku szczytu z końca grudnia, czyli blisko 2000 pkt. Kontrakty przebyły już połowę drogi do tego maksimum, licząc od styczniowego dołka. Wcześniej nie da się wykluczyć jeszcze kilku sesji konsolidacji.
Na rzecz kontynuacji średnioterminowego trendu wzrostowego przemawia też szerokość rynku. Obrazujący ją wskaźnik Advance/Decline właśnie wybił się w górę z kanału spadkowego obejmującego trzy miesiące. Ostry zwrot w górę tego wskaźnika świadczy o tym, że za zwyżkę indeksów nie są "odpowiedzialne" jedynie pojedyncze duże spółki.