Zmiany zasad wyceny w największym stopniu dotknęły fundusze dłużne, a w szczególności te, które inwestują w obligacje przedsiębiorstw. Z nowego rozporządzenia dotyczącego rachunkowości funduszy wynika, że papiery, które są notowane na giełdzie, wycenia się według wartości rynkowej. W przypadku gdy nie ma obrotu, księgowi posługują się specjalnymi modelami wyceny.
Inaczej jest w przypadku obligacji, które nie są nigdzie notowane. Do ich wyceny wykorzystuje się metodę opartą na tzw. efektywnej stopie procentowej (wylicza się ją m.in. w oparciu o dyskonto czy oprocentowanie papieru).
Wcześniej wartość papierów, które nie są na bieżąca wyceniane na rynku, można było szacować, stosując tzw. metodę liniową. Efekt był taki, że fundusze, które miały dużo takich instrumentów w portfelu, wykazywały wzrost wartości jednostki uczestnictwa nawet wtedy, gdy na rynku obligacji ceny spadały. "Traciły" na tym fundusze inwestujące w obligacje skarbowe, bo takie papiery muszą być wyceniane rynkowo.
Flagowym przykładem na rynku jest SEB2, jeden z funduszy dłużnych należących do TFI SEB. W okresie dekoniunktury na rynku obligacji, która zakończyła się jesienią ub.r., SEB2 wykazywał zyski, chociaż inne fundusze obligacji traciły.
Na początku tego roku fundusz zmienił zasady wyceny obligacji. - Dostosowaliśmy wycenę do nowych przepisów o rachunkowości. Wartość składników portfela w większym stopniu zależy teraz od sytuacji na rynku, np. wysokości stóp procentowych - wyjaśnia Leszek Anulewicz, szef departamentu księgowości funduszy w SEB. W efekcie znacznie zwiększyły się dzienne wahania wartości jednostki. W styczniu były kilkakrotnie większe niż w poprzednich miesiącach. Oprócz ruchów w górę miały też miejsce jednodniowe spadki wartości, które nie zdarzały się w poprzednich miesiącach. - Tak już teraz będzie. Dzienne wahania będą większe niż poprzednio - wyjaśnia L. Anulewicz. Instrumenty, w przypadku których dokonano istotnych zmian w sposobie wyceny, stanowią ok. jednej czwartej portfela.