Na trwającym od piątku do soboty szczycie G-7 w Londynie, w którym uczestniczą przedstawiciele siedmiu najbardziej uprzemysłowionych państw świata i - gościnnie - reprezentanci m.in. RPA, Chin i Brazylii, politykom prawdopodobnie nie uda się dojść do porozumienia w sprawie pomocy dla państw afrykańskich. Pomysł brytyjskiego ministra finansów Gordona Browna, żeby dla najbiedniejszych państw świata przeznaczyć pieniądze ze środków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, nie zyskał bowiem poparcia delegacji amerykańskiej, która zaproponowała własne, alternatywne rozwiązanie.
Podczas finansowych szczytów grupy G-7 tradycyjnie dominują dyskusje związane z głównymi tendencjami w światowej gospodarce i rozwojem sytuacji na rynkach walutowych. Ostatnie tygodnie przyniosły jednak zahamowanie spadku wartości dolara i temat interwencji na rynku walutowym - przynajmniej na razie - stracił aktualność. Inny potencjalny temat rozmów - ewentualne uwolnienie juana - stał się zaś mniej atrakcyjny, ponieważ już na początku swojego pobytu w Londynie przedstawiciele Chin zaakcentowali, że "czas na uwalnianie waluty nie jest teraz dobry". Tym samym wyraźnie dali do zrozumienia, że niczyim sugestiom nie zamierzają się podporządkować i będą stosować swój własny harmonogram. Jednak mimo to obserwatorzy oczekują, że uczestnicy londyńskiego szczytu, przede wszystkim Amerykanie, wezwą Chiny do szybkiej zmiany reżimu walutowego.
Jednym z głównych punktów piątkowego programu szczytu było wystąpienie szefa Fedu Alana Greenspana. Prezes amerykańskiego banku centralnego stwierdził w nim, że problem ogromnego deficytu USA na rachunku bieżącym wkrótce może stracić na znaczeniu - ze względu na osłabienie się dolara i ograniczanie wydatków publicznych.
BBC News, Bloomberg