Budapeszteńska giełda zniosła m.in. ograniczenie, mówiące, że spółka, która chce wprowadzić akcje na jej parkiet, musi korzystać z usług domu maklerskiego zarejestrowanego na Węgrzech. Teraz można wybrać dowolnego brokera z państw Unii. Giełda i węgierska Komisja Papierów Wartościowych (PSZAF) przyjęły też uregulowania dotyczące tzw. paszportu europejskiego. Na jego podstawie firma, której akcje zostały dopuszczone do obrotu publicznego w którymkolwiek z państw UE, w ciągu 60 dni może wystąpić o ich notowanie na którejkolwiek z giełd ugrupowania (na warszawskiej giełdzie pojawiła się już spółka, która weszła na rynek "z paszportem", niemiecki fundusz bmp). Zmieniły się także giełdowe regulacje dotyczące sposobu składania komunikatów przez spółki publiczne. Teraz mogą one trafiać bezpośrednio na giełdę i nie muszą być deponowane w domu maklerskim.

Przedstawiciele giełdy w Budapeszcie liczą, że dzięki przyjętym regulacjom, takim samym w całej Wspólnocie, na parkiet trafią emitenci z zagranicy. - Po naszej akcesji do UE stało się bardziej prawdopodobne, że spółki z zagranicy będą chciały emitować u nas akcje - mówi Attila Varga-Balazs, cytowany przez Bloomberga dyrektor departamentu notowań węgierskiej giełdy. - Dostosowaliśmy warunki wejścia na rynek do potrzeb zagranicznych spółek, bo leży to w interesie giełdy. Dzięki takim firmom pojawiłyby się nowe możliwości inwestowania i podniosłaby się płynność - dodaje.

Pod koniec listopada w jednym z wywiadów prezes giełdy Attila Szalay-Berzeviczy stwierdził, że będzie przekonywać do notowania akcji w Budapeszcie austriackie banki - Erste Bank, Raiffeisen Zentralbank Oesterreich i Bank Austria Creditanstalt, które są udziałowcami węgierskiego parkietu. Na razie do żadnych rozstrzygnięć jednak nie doszło. Szalay-Berzeviczy spodziewa się, że w tym roku w Budapeszcie zadebiutuje co najmniej pięć firm. Jedną z nich może być sama giełda, która planuje sprzedać akcje w ofercie publicznej, o ile zgodzą się na to w kwietniu jej akcjonariusze.