Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 06.02.2005 13:02

Marek Pryzmont

Ostatni tydzień należy określić jako dyktat zagranicznych inwestorów. Ja już

pisałem, że bardzo nie lubię takiej sytuacji, ale niestety jesteśmy na nią

skazani ze względu na niewielką wartość rodzimych spółek w zestawieniu z

ogromnym kapitałem globalnych funduszy hulających po światowych rynkach.

Reklama
Reklama

Dlaczego nie lubię ? Bo często wtedy dochodzi na rynkach do takich sytuacji

jak w styczniu, gdy rozczarowanie brakiem zagranicznego popytu powoduje, że

najbardziej aktywnymi inwestorami pozostają rodzime fundusze mające portfele

wypełnione po brzegi akcjami. To doprowadza nas do trzytygodniowej przeceny,

w czasie której indeks bardzo dynamicznie traci 200 pkt. Zasłużenie ? W

mojej ocenie tak, ale słowom tym przeciwstawić może się choćby tylko

Reklama
Reklama

zachowanie rynku z ostatnich dwóch tygodni, gdy powrót zagranicy zmienia

diametralnie nastroje i odrobiliśmy już ponad 61,8% całej fali spadkowej.

Nic nie mam przeciwko takiej zmienności i kilkutygodniowym trendom. Ale

bardzo nie lubię, gdy trwałość takich ruchów uzależniania jest od wąskiej

grupy inwestorów. Wprawdzie znacznie prostsze staje się wtedy

zidentyfikowanie nadchodzącego wzrostu (mocno skaczą obroty oraz wartość

Reklama
Reklama

transakcji) i ocena jego wiarygodności, ale moment w którym taki ruch się

rozpoczyna nie zależy już od "giełdowego kalendarza", danych makro, wyników

spółek, czy nastrojów na rynkach zachodnich. Tak było właśnie w tym

tygodniu, gdy przykładowo we wtorek na rynkach światowych panował spokój w

oczekiwaniu na posiedzenie FOMC, a mimo to warszawskie indeksy tuż po

Reklama
Reklama

otwarciu ruszyły bardzo dynamicznie do góry. Nie był to wtedy żaden

spekulacyjny wyskok, ale ogromny popyt położony wyraźnie przez zagranicznych

inwestorów. W piątek mieliśmy niemal dokładnie to samo. Tym razem światowe

parkiety wyczekiwały na publikację amerykańskich danych z rynku pracy, a GPW

znowu ruszyła sobie swoim torem na północ. Te dwa dynamiczne ruchy zapewniły

Reklama
Reklama

cały wzrost z tego tygodnia.

Trudno się dziwić takiemu napływowi gotówki na GPW. Coraz większą presję na

nasz rynek wywierały w ostatnich dniach parkiety naszego regionu. Zarówno

jeśli chodzi o rynek obligacji, akcji, jak i rynek walutowy. Wszystkie w tym

tygodniu działały na korzyść zagranicznych inwestorów. Węgierski forint był

Reklama
Reklama

najmocniejszy od dwóch miesięcy wobec euro, podobnie jak czeska korona

zrobiła ponad 2 letni szczyt. Słowacka waluta osiągnęła historyczny rekord i

doprowadziło to do interwencji banku centralnego. Gdzieś te napływające do

tych krajów środki muszą być ulokowane. Rynek obligacji częściowo już to

odczuwał, a w tym tygodniu przyszła kolej także na nasz rynek akcji.

Należy w tym miejscu podkreślić, że w takim otoczeniu wszelka wartość

giełdowych spółek schodzi na plan dalszy i "fundamentaliści" dojdą do głosu

dopiero przy publikacji wyników. Większego znaczenia nabiera wartość spółek

... w odniesieniu do ich zagranicznych odpowiedników. Gdy rynek czeski czy

węgierski zachowują się tak jak w ostatnich tygodniach, to choć my nie

musimy dokładnie ich naśladować, to jednak zbyt długo w przeciwnym kierunku

po prostu iść się nie da. Na Węgrzech styczniowa korekta była niemal

niezauważalna i obecnie indeks już 8,5% powyżej zamknięcia sylwestrowej

sesji. Na nowych szczytach hossy i najwyżej w tym roku też rynek czeski. To

mówi wszystko i usprawiedliwiają każdy zagraniczny popyt na polskie akcje

(WIG20 dalej pod sylwestrowym zamknięciem).

Bardzo mocno w napływie zagranicznego kapitału pomógł w tym tygodniu też

minister Hausner. Niestety, po części nieświadomie i po części mocno

szkodząc polskiej gospodarce w dłuższym terminie (co zresztą sam zauważył

następia

złotego), lub tzw. słowną interwencją. To nie są analitycy, którzy mają

prognozować zachowanie rynku i być później zadowolonym z postawionej

prognozy. To tak samo jak sędziowie piłkarscy nie powinni zarabiać na

zakładach bukmacherskich dotyczących spotkań, które sędziują. Hausner

powinien wiedzieć, że ma ogromny wpływ na rynki finansowe w Polsce, nie

tylko swoimi czynami, ale też poglądami. Do tego wszystkiego minister dodał

jeszcze dziennikarzom, że choć "możliwości oddziaływania na kurs złotego

istnieją", to "są one bardzo ograniczone". Lepszego zaproszenia dla

zagranicznych inwestorów być nie mogło. Wraz z dobrym wynikiem przetargu

obligacji dało to zielone światło do przełamania kluczowych poziomów na

EUR/PLN i wyprzedaży zleceniami stop. Taką lawinę już zatrzymać potem

znacznie trudniej, gdy sentyment jest po stronie grających na umocnienie

złotego, a przeciwnik (rząd i NBP) sam demonstruje swoją bezradność.

Wypowiedzi Balcerowicza ("Umocnienie złotego nie musi być trwałą tendencją")

mogą już w takich okolicznościach tylko spowolnić uruchomione procesy.

W tym kontekście warto zauważyć, że zupełnie odwrotny skutek do zamierzonego

może mieć odbywające się w najbliższy poniedziałek spotkanie przedstawicieli

rządu i RPP. O potrzebie takiego spotkania mówi się od prawie trzech

miesięcy, jako o wydarzeniu, które miałoby pomóc w osłabieniu złotego. Tyle

tylko, że uczestnicy spotkania sami pozbawili się możliwości wpływania na

rynek. Hausner powyższymi wypowiedziami, a RPP brakiem zmiany nastawienia na

ostatnim posiedzeniu. W takim układzie, poniedziałkowe spotkanie

paradoksalnie okazać się może powodem właśnie do dalszego wzmacniania

złotego. Jeśli bowiem rząd będzie wywierać presję na RPP, by ta zaczęła

obniżać stopy procentowe w obronie złotego, to zanim dojdzie do obniżek stóp

procentowych, kapitał spekulacyjny z takiej perspektywy skorzysta i dalej

wzmocni złotego przed kolejnymi posiedzeniami RPP. Tym bardziej, że

zamieszanie wyborcze już oficjalnie przesunięte o kilka miesięcy. Co na to

inwestorzy na rynku akcji ? W krótkim terminie taki scenariusz rynkowi akcji

pomaga, jak widzieliśmy choćby w tym tygodniu. Oczywiście samo spotkanie nie

będzie poświęcone ocenie tylko bieżących wydarzeń na rynku walutowym.

Rozmowy dotyczyć będą też strategii wejścia Polski do strefy euro. Rozmawiać

oczywiście można, ale przecież wszyscy uczestnicy rynku wiedzą, że to

wszystko trochę puste słowa, bo kluczem do planów Polski zmierzającej do

strefy euro będzie decyzja Unii Europejskiej w sprawie klasyfikacji funduszy

emerytalnych. Jeśli Polska od 2007 r. faktycznie nie będzie mogła zaliczać

środków zgromadzonych w OFE do sektora publicznego, jak wstępnie zalecił

Eurostat, to kryteriów traktatu z Maastricht nie spełnimy i mówienie o euro

w 2009 r. jest marzeniem. Ale po poniedziałkowym spotkaniu pewnie parę

scenariuszy w tej sprawie zobaczymy.

Skoro już tak rozpisałem się o tym złotym, to muszę napisać o raporcie banku

centralnego, który sprawdzał przy jakim kursie eksport staje się

nieopłacalny. Temat szeroko opisywany przez prasę, więc nie będę szczegółów

powtarzać, ale bardzo ciekawe są wnioski skonfrontowane z wcześniejszymi

badaniami. Z aktualnego raportu banku centralnego wynika, że kurs euro, przy

którym eksport staje się nieopłacalny jest na poziomie około 3,80-4,20

złotego. Jeśli cofniemy się do przełomu listopada i grudnia, to bank

centralny podawał wtedy, że polskie firmy za granicę opłacalności sztywno

określają poziom 4,15, a członkowie RPP mówili nawet 4,2. Dość powszechne

były wtedy oczekiwania, że wzmocnienie złotego poniżej tego poziomu wywoła

mocniejszą reakcję RPP. Wszyscy bowiem zdają sobie sożna zauważyć, że w ciągu zaledwie 2 miesięcy krajowe firmy

kosmicznie szybko dostosowały się do trudniejszych warunków kursowych i

przesunęły granicę opłacalności nawet o kilkadziesiąt groszy. No po prostu

rekord świata ... zmian wyników badań, bo trudno powiedzieć, że

elastyczności polskich firm.

Jeśli chodzi o rynek amerykański to możnaby zestawić ze sobą fatalne dane z

rynku pracy z optymizmem Greenspana, jak i negatywne dla rynku akcji

podwyżki stóp z faktem ich opóźnionego oddziaływania na rynek. Powinno wyjść

neutralnie, ale na koniec tygodnia zdecydowanie przeważył optymizm, co raz

jeszcze udowadnia jak potężną siłę na giełdzie mają także słowa

przedstawicieli banków centralnych lub administracji rządowej, a nie tylko

dane makro. Tym razem rynki zaskoczył Greenspan, który dość nieoczekiwanie

stwierdził, że administracja Busha idzie w dobrym kierunku i zdoła obniżyć

deficyt budżetowy (""Głosy wzywające do zaostrzenia polityki fiskalnej,

jeszcze rok temu niemal niesłyszalne, zaczynają zyskiwać na znaczeniu"). To

wraz z rosnącymi stopami procentowy zdoła ograniczyć także deficyt na

rachunku obrotów bieżących. Taka wypowiedź jest nie tylko dla rynku

zaskoczeniem, ale też wyraźnym sygnałem, że o podwyżkach 50 pb. należy

zapomnieć, choć część analityków domaga się takich kroków, a nawet przecież

po cichu dopuszczała taką podwyżkę na ostatnim posiedzeniu. Bank centralny w

USA spokojnie będzie podnosić stopy, a dla rynku akcji to również bardzo

dobra wiadomość. Oczywiście rosnące stopy procentowe, niezależnie od skali

podwyżek, niemal zawsze miały negatywny wpływ na rynek akcji. Należy jednak

przypomnieć, że wbrew obiegowej opinii podwyżki stóp procentowych nie zawsze

działają destrukcyjnie na rynek akcji w krótkim terminie. Sporo analityków

często powtarza, że hossa kończy się po trzech pierwszych podwyżkach.

Ekonomicznie ma to sensowne wytłumaczenie, ale opóźnienie oddziaływania

decyzji FED na gospodarkę sprawia, że giełdowe stopy zwrotu dla danego

okresu zaczynają być niższe od historycznych średnich dopiero po około 25

tygodniu od trzeciej podwyżki (policzone dla S&P500). Biorąc pod uwagę, że

miała ona miejsce we wrześniu, to zaczniemy się tym martwić dopiero w marcu

("sprzedaj w maju i uciekaj" ?).

Co na ten tydzień ? Na rynkach zachodnich dość spokojnie - niemal brak

danych makro, a na publikacje wyników firm (np. wtorek Cisco) rynek będzie

reagował już znacznie spokojniej. Uwagę inwestorów skupiać będzie chyba

tylko czwartkowy raport o deficycie handlowym USA, gdyż inwestorzy będą

chcieli zobaczyć potwierdzenie/zaprzeczenie piątkowych słów Greenspana.

Zresztą i bez szefa FED wywoływałoby to spore emocje, gdyż listopadowa

wartość była nie tylko sporą niespodzianką, ale i nowym rekordem (- 60,3

mld). Na naszym rynku będą dwie rozgrywki. Jedna dotyczy rodzimych

instytucji, które przygotowywać będą się do publikacji wyników spółek za IV

kwartał. W tym tygodniu w czwartek poznamy tylko raport grupy TPS za IV

kwartał, a tak naprawdę ważniejsze publikacje dopiero od początku przyszłego

tygodnia. Na pewno jednak najwięksi gracze zaczną już podział rynku pod

kątem oczekiwań co do tych publikacji. Druga rozgrywka to kontynuacja tego

tygodnia, w którym wyraźnie panował dyktat zagranicznych inwestorów.

Spokojna konsolidacja przerywana była w tym tygodniu gwałtownymi atakami

popytu i patrząc na rynki naszego regionu systematycznie poprawiające

szczyty hossy, mocne zachowanie zachodnich rynków akcji, brak sygnałów

zatrzymania umacniania złotego, to można oczekiwać, że taki wzrost będzie

kontynuowany także w tym tygodniu. Z punktu widzenia AT, po uporaniu się

kontraktów i indeksu ze zniesieniami 61,8% całejagranicznego kapitału na polski rynek (nie tylko akcji).

Jak pokazuje historia, takiemu kapitałowi przeciwstawiać się nie wolno.

Dodam jednak, że jeśli jeszcze przed publikacją wyników najważniejszych

spółek WIG20 przekroczy szczyty z przełomu roku, to ja zachęcałbym mimo

wszystko przynajmniej do pozbycia się akcji. Ryzyko powtórki styczniowego

rozczarowania byłoby zbyt duże. Dopiero świetne wyniki za IV kw. pokazujące

wykorzystanie wzrostu gospodarczego i odporność giełdowych spółek na

umocnienie złotego, mogłyby przekonać mnie do kontynuacji hossy w kolejnych

tygodniach.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama