najmocniejszy od dwóch miesięcy wobec euro, podobnie jak czeska korona
zrobiła ponad 2 letni szczyt. Słowacka waluta osiągnęła historyczny rekord i
doprowadziło to do interwencji banku centralnego. Gdzieś te napływające do
tych krajów środki muszą być ulokowane. Rynek obligacji częściowo już to
odczuwał, a w tym tygodniu przyszła kolej także na nasz rynek akcji.
Należy w tym miejscu podkreślić, że w takim otoczeniu wszelka wartość
giełdowych spółek schodzi na plan dalszy i "fundamentaliści" dojdą do głosu
dopiero przy publikacji wyników. Większego znaczenia nabiera wartość spółek
... w odniesieniu do ich zagranicznych odpowiedników. Gdy rynek czeski czy
węgierski zachowują się tak jak w ostatnich tygodniach, to choć my nie
musimy dokładnie ich naśladować, to jednak zbyt długo w przeciwnym kierunku
po prostu iść się nie da. Na Węgrzech styczniowa korekta była niemal
niezauważalna i obecnie indeks już 8,5% powyżej zamknięcia sylwestrowej
sesji. Na nowych szczytach hossy i najwyżej w tym roku też rynek czeski. To
mówi wszystko i usprawiedliwiają każdy zagraniczny popyt na polskie akcje
(WIG20 dalej pod sylwestrowym zamknięciem).
Bardzo mocno w napływie zagranicznego kapitału pomógł w tym tygodniu też
minister Hausner. Niestety, po części nieświadomie i po części mocno
szkodząc polskiej gospodarce w dłuższym terminie (co zresztą sam zauważył
następia
złotego), lub tzw. słowną interwencją. To nie są analitycy, którzy mają
prognozować zachowanie rynku i być później zadowolonym z postawionej
prognozy. To tak samo jak sędziowie piłkarscy nie powinni zarabiać na
zakładach bukmacherskich dotyczących spotkań, które sędziują. Hausner
powinien wiedzieć, że ma ogromny wpływ na rynki finansowe w Polsce, nie
tylko swoimi czynami, ale też poglądami. Do tego wszystkiego minister dodał
jeszcze dziennikarzom, że choć "możliwości oddziaływania na kurs złotego
istnieją", to "są one bardzo ograniczone". Lepszego zaproszenia dla
zagranicznych inwestorów być nie mogło. Wraz z dobrym wynikiem przetargu
obligacji dało to zielone światło do przełamania kluczowych poziomów na
EUR/PLN i wyprzedaży zleceniami stop. Taką lawinę już zatrzymać potem
znacznie trudniej, gdy sentyment jest po stronie grających na umocnienie
złotego, a przeciwnik (rząd i NBP) sam demonstruje swoją bezradność.
Wypowiedzi Balcerowicza ("Umocnienie złotego nie musi być trwałą tendencją")
mogą już w takich okolicznościach tylko spowolnić uruchomione procesy.
W tym kontekście warto zauważyć, że zupełnie odwrotny skutek do zamierzonego
może mieć odbywające się w najbliższy poniedziałek spotkanie przedstawicieli
rządu i RPP. O potrzebie takiego spotkania mówi się od prawie trzech
miesięcy, jako o wydarzeniu, które miałoby pomóc w osłabieniu złotego. Tyle
tylko, że uczestnicy spotkania sami pozbawili się możliwości wpływania na
rynek. Hausner powyższymi wypowiedziami, a RPP brakiem zmiany nastawienia na
ostatnim posiedzeniu. W takim układzie, poniedziałkowe spotkanie
paradoksalnie okazać się może powodem właśnie do dalszego wzmacniania
złotego. Jeśli bowiem rząd będzie wywierać presję na RPP, by ta zaczęła
obniżać stopy procentowe w obronie złotego, to zanim dojdzie do obniżek stóp
procentowych, kapitał spekulacyjny z takiej perspektywy skorzysta i dalej
wzmocni złotego przed kolejnymi posiedzeniami RPP. Tym bardziej, że
zamieszanie wyborcze już oficjalnie przesunięte o kilka miesięcy. Co na to
inwestorzy na rynku akcji ? W krótkim terminie taki scenariusz rynkowi akcji
pomaga, jak widzieliśmy choćby w tym tygodniu. Oczywiście samo spotkanie nie
będzie poświęcone ocenie tylko bieżących wydarzeń na rynku walutowym.
Rozmowy dotyczyć będą też strategii wejścia Polski do strefy euro. Rozmawiać
oczywiście można, ale przecież wszyscy uczestnicy rynku wiedzą, że to
wszystko trochę puste słowa, bo kluczem do planów Polski zmierzającej do
strefy euro będzie decyzja Unii Europejskiej w sprawie klasyfikacji funduszy
emerytalnych. Jeśli Polska od 2007 r. faktycznie nie będzie mogła zaliczać
środków zgromadzonych w OFE do sektora publicznego, jak wstępnie zalecił
Eurostat, to kryteriów traktatu z Maastricht nie spełnimy i mówienie o euro
w 2009 r. jest marzeniem. Ale po poniedziałkowym spotkaniu pewnie parę
scenariuszy w tej sprawie zobaczymy.
Skoro już tak rozpisałem się o tym złotym, to muszę napisać o raporcie banku
centralnego, który sprawdzał przy jakim kursie eksport staje się
nieopłacalny. Temat szeroko opisywany przez prasę, więc nie będę szczegółów
powtarzać, ale bardzo ciekawe są wnioski skonfrontowane z wcześniejszymi
badaniami. Z aktualnego raportu banku centralnego wynika, że kurs euro, przy
którym eksport staje się nieopłacalny jest na poziomie około 3,80-4,20
złotego. Jeśli cofniemy się do przełomu listopada i grudnia, to bank
centralny podawał wtedy, że polskie firmy za granicę opłacalności sztywno
określają poziom 4,15, a członkowie RPP mówili nawet 4,2. Dość powszechne
były wtedy oczekiwania, że wzmocnienie złotego poniżej tego poziomu wywoła
mocniejszą reakcję RPP. Wszyscy bowiem zdają sobie sożna zauważyć, że w ciągu zaledwie 2 miesięcy krajowe firmy
kosmicznie szybko dostosowały się do trudniejszych warunków kursowych i
przesunęły granicę opłacalności nawet o kilkadziesiąt groszy. No po prostu
rekord świata ... zmian wyników badań, bo trudno powiedzieć, że
elastyczności polskich firm.
Jeśli chodzi o rynek amerykański to możnaby zestawić ze sobą fatalne dane z
rynku pracy z optymizmem Greenspana, jak i negatywne dla rynku akcji
podwyżki stóp z faktem ich opóźnionego oddziaływania na rynek. Powinno wyjść
neutralnie, ale na koniec tygodnia zdecydowanie przeważył optymizm, co raz
jeszcze udowadnia jak potężną siłę na giełdzie mają także słowa
przedstawicieli banków centralnych lub administracji rządowej, a nie tylko
dane makro. Tym razem rynki zaskoczył Greenspan, który dość nieoczekiwanie
stwierdził, że administracja Busha idzie w dobrym kierunku i zdoła obniżyć
deficyt budżetowy (""Głosy wzywające do zaostrzenia polityki fiskalnej,
jeszcze rok temu niemal niesłyszalne, zaczynają zyskiwać na znaczeniu"). To
wraz z rosnącymi stopami procentowy zdoła ograniczyć także deficyt na
rachunku obrotów bieżących. Taka wypowiedź jest nie tylko dla rynku
zaskoczeniem, ale też wyraźnym sygnałem, że o podwyżkach 50 pb. należy
zapomnieć, choć część analityków domaga się takich kroków, a nawet przecież
po cichu dopuszczała taką podwyżkę na ostatnim posiedzeniu. Bank centralny w
USA spokojnie będzie podnosić stopy, a dla rynku akcji to również bardzo
dobra wiadomość. Oczywiście rosnące stopy procentowe, niezależnie od skali
podwyżek, niemal zawsze miały negatywny wpływ na rynek akcji. Należy jednak
przypomnieć, że wbrew obiegowej opinii podwyżki stóp procentowych nie zawsze
działają destrukcyjnie na rynek akcji w krótkim terminie. Sporo analityków
często powtarza, że hossa kończy się po trzech pierwszych podwyżkach.
Ekonomicznie ma to sensowne wytłumaczenie, ale opóźnienie oddziaływania
decyzji FED na gospodarkę sprawia, że giełdowe stopy zwrotu dla danego
okresu zaczynają być niższe od historycznych średnich dopiero po około 25
tygodniu od trzeciej podwyżki (policzone dla S&P500). Biorąc pod uwagę, że
miała ona miejsce we wrześniu, to zaczniemy się tym martwić dopiero w marcu
("sprzedaj w maju i uciekaj" ?).
Co na ten tydzień ? Na rynkach zachodnich dość spokojnie - niemal brak
danych makro, a na publikacje wyników firm (np. wtorek Cisco) rynek będzie
reagował już znacznie spokojniej. Uwagę inwestorów skupiać będzie chyba
tylko czwartkowy raport o deficycie handlowym USA, gdyż inwestorzy będą
chcieli zobaczyć potwierdzenie/zaprzeczenie piątkowych słów Greenspana.
Zresztą i bez szefa FED wywoływałoby to spore emocje, gdyż listopadowa
wartość była nie tylko sporą niespodzianką, ale i nowym rekordem (- 60,3
mld). Na naszym rynku będą dwie rozgrywki. Jedna dotyczy rodzimych
instytucji, które przygotowywać będą się do publikacji wyników spółek za IV
kwartał. W tym tygodniu w czwartek poznamy tylko raport grupy TPS za IV
kwartał, a tak naprawdę ważniejsze publikacje dopiero od początku przyszłego
tygodnia. Na pewno jednak najwięksi gracze zaczną już podział rynku pod
kątem oczekiwań co do tych publikacji. Druga rozgrywka to kontynuacja tego
tygodnia, w którym wyraźnie panował dyktat zagranicznych inwestorów.
Spokojna konsolidacja przerywana była w tym tygodniu gwałtownymi atakami
popytu i patrząc na rynki naszego regionu systematycznie poprawiające
szczyty hossy, mocne zachowanie zachodnich rynków akcji, brak sygnałów
zatrzymania umacniania złotego, to można oczekiwać, że taki wzrost będzie
kontynuowany także w tym tygodniu. Z punktu widzenia AT, po uporaniu się
kontraktów i indeksu ze zniesieniami 61,8% całejagranicznego kapitału na polski rynek (nie tylko akcji).
Jak pokazuje historia, takiemu kapitałowi przeciwstawiać się nie wolno.
Dodam jednak, że jeśli jeszcze przed publikacją wyników najważniejszych
spółek WIG20 przekroczy szczyty z przełomu roku, to ja zachęcałbym mimo
wszystko przynajmniej do pozbycia się akcji. Ryzyko powtórki styczniowego
rozczarowania byłoby zbyt duże. Dopiero świetne wyniki za IV kw. pokazujące
wykorzystanie wzrostu gospodarczego i odporność giełdowych spółek na
umocnienie złotego, mogłyby przekonać mnie do kontynuacji hossy w kolejnych
tygodniach.
[email protected]