Dotychczasowy drugi ze współprezesów Antony Burgmans, po zmianach dostał funkcję prezesa niewykonawczego. Oznacza to, że proces decyzyjny w firmie znacznie się uprościł, bo kluczowe posunięcia Unilevera będą teraz zależeć tylko od jednej, a nie dwóch osób. - Mamy nadzieję, że nowa struktura pomoże nam w osiąganiu sukcesów w nadchodzących latach - stwierdził Patrick Cescau w wywiadzie dla Bloomberga. - W 2005 r. świata nie zmienimy, ale możemy dokonać znaczącego postępu - dodał.
Inwestorzy domagali się zmian w Unileverze już od dłuższego czasu, a naciski wzmogły się po tym, jak we wrześniu firma po raz pierwszy obniżyła zeszłoroczne prognozy finansowe. Bez przeprowadzania zmian krytyka mogłaby się jeszcze nasilić, bo czwarty kwartał okazał się dla Unilevera bardzo kiepski. Firma zanotowała w nim stratę 255 mln euro (choć w dużym stopniu to efekt odpisów, m.in. z tytułu spadku wartości rynkowej oddziału produkującego SlimFast), podczas gdy rok wcześniej mogła pochwalić się zyskiem rzędu 730 mln euro. Zanotowała też spadek przychodów ze sprzedaży - z 10,5 do 10,2 mld euro. Unilever znany jest wśród konsumentów m.in. z takich marek, jak Dove, Lipton czy Knorr. W sumie ma ich kilkaset.
Niewykluczone że w ślad za reformą u steru koncernu w Unileverze nastąpią też dalsze zmiany organizacyjne. Od momentu jego utworzenia w 1930 r., kiedy doszło do fuzji brytyjskiej spółki Lever Brothers z holenderską Margarine Unie, koncern ma bowiem dwie siedziby - w Londynie i Rotterdamie - a inwestorzy kontrolują go poprzez dwie odrębne, notowane na giełdach, spółki holdingowe. Dla wielu akcjonariuszy taka struktura wydaje się jednak zbyt skomplikowana i chętnie powitaliby zmiany. Tym bardziej że jesienią kroki zmierzające do uproszczenia struktur organizacyjnych zapowiedział drugi z wielkich brytyjsko-holenderskich koncernów, naftowy Shell, który działa na niemal identycznych zasadach.
Zmiany w Unileverze częściowo wymuszają też działania jego konkurentów. Dotąd koncern mógł się bowiem szczycić pozycją największego producenta dóbr szybkozbywalnych (ze sprzedażą ponad 40 mld euro rocznie), ale wkrótce to miano odbierze mu amerykański Procter&Gamble, który uzgodnił niedawno przejęcie Gillette. Zdaniem Antony'ego Burgmansa, który wczoraj odpowiadał na konferencji wynikowej na pytania dziennikarzy, Unilever nie musi na razie nastawiać się na wielkie przejęcia, bo takie transakcje nie zawsze służą akcjonariuszom.
Bloomberg, AP