Z zestawienia firmy Investars.com wynika, że największe postępy poczyniły domy maklerskie Piper Jaffray oraz Bank of America. Stosując się do ich wskazówek w ubiegłym roku inwestor z kapitałem 10 tys. USD zarabiałby dziennie odpowiednio o 3,41 USD i 3,78 USD więcej niż w przypadku naśladowania wskaźnika S&P 500. Jeszcze cztery lata temu kupowanie przy rekomendacjach "buy" i sprzedawanie przy "sell" w przypadku ekspertyz tych firm przynosiłoby straty. Według Kei Kianpoor zajmującej się w Ivestars.com badaniem rekomendacji, ostatnie dwa lata oznaczały znaczną poprawę jakości analiz. Nie we wszystkich dziedzinach ich dokładność uległa jednak wydatnej poprawie. Według dziennika "USA Today", domy maklerskie coraz częściej rozmijają się z rzeczywistością przy prognozach wyników finansowych. W ubiegłym roku margines błędu dla spółek wchodzących w skład S&P 500 wyniósł aż 5,6%, podczas gdy w 2003 r. - 5,0%, a w 2003 r. - 4,3%. David Lichtblau ze StarMine.com przypisuje rosnące rozbieżności amerykańskiej gospodarce, która rozwijała się szybciej od przewidywań.
Odbudowywanie zaufania
Nie ulega jednak wątpliwości, że domy maklerskie w USA zrobiły w ostatnich latach bardzo wiele, aby poprawić nadszarpniętą skandalami reputację. Kryzys zaufania do opinii analityków zaczął się tuż po pęknięciu technologicznej bańki na amerykańskich giełdach. Ujawniono wówczas wiele konfliktów interesów, wobec których stawali eksperci wielkich banków inwestycyjnych. W wielu przypadkach analitycy polecali, wbrew własnym przekonaniom, akcje spółek wprowadzanych na giełdę przez ich własne banki. W kwietniu 2003 roku prokurator generalny stanu Nowy Jork Eliot Spitzer doprowadził do ugody z kilkunastoma firmami z Wall Street, zmuszając je do zapłacenia łącznie 1,4 mld USD kary. Na mocy tego porozumienia wszystkie firmy maklerskie muszą ujawniać swoje poprzednie rekomendacje. W przypadkach takich firm jak Fidelity, inwestor ma także możliwość sprawdzenia opinii wydawanych przez poszczególnych analityków w ciągu minionych kilku lat.