Sytuacja na rynkach finansowych rozwija się w pierwszych tygodniach tego roku według scenariusza bardzo zbliżonego do tego, który był rozgrywany na początku 2004 roku. Dolar wzmocnił się, nastąpił spadek rentowności długoterminowych obligacji na rynkach rozwiniętych, ceny akcji początkowo spadły. Każdy z tych ruchów dokonał się wbrew bardzo silnemu konsensusowi, który pod koniec minionego roku zakładał dalszy spadek dolara, wzrost rentowności długoterminowych obligacji w USA i kontynuację wzrostów cen akcji. Szczególnie intrygujące jest zachowanie długiego końca amerykańskiej krzywej rentowności, który od 8 miesięcy ulega tym większemu wzmocnieniu, im wyżej podnosi stopy Fed. Rentowność 30-letnich obligacji rządu USA spadła do poziomu obserwowanego poprzednio jedynie w okresie maj-czerwiec 2003, w apogeum poprzednich globalnych lęków deflacyjnych. Amerykańskie 30-latki podążały w ostatnich tygodniach ścieżką wydeptaną przez swoje niemieckie odpowiedniki, których rentowność już w grudniu przełamała minima z 2003 roku. W przeszłości podobne wyłamanie w dół rentowności najdłuższych obligacji nastąpiło w 1997 roku i ostrzegało wtedy przed nadejściem kryzysu azjatyckiego.
W okresie istnienia GPW każdy epizod zaostrzania polityki pieniężnej Fed kończył się w sytuacji, w której któryś z ważnych segmentów globalnego rynku nie wytrzymywał presji wzrostu krótkoterminowych stóp w USA. W latach 1994-1995 i 1997-1998 głównymi ofiarami wzrostu stopy wolnej od ryzyka były "rynki wschodzące", w latach 2000-2002 najbardziej ucierpiały akcje spółek z sektora "technologicznego". Obecnie krótkoterminowe miary sentymentu dla obligacji amerykańskich osiągnęły poziomy, przy których korekta cen obligacji jest bardzo prawdopodobna (zgodnie z dominującym cyklem 40-tygodniowym kolejny istotny dołek cen powinien wypaść już w marcu). Jednakże w perspektywie całego roku zachowanie obligacji należy odbierać jako sygnał ostrzegający przed znacznie większą niż się to powszechnie ocenia wrażliwością gospodarki światowej (i rynków akcji).