Na światowych rynkach sentyment znowu zaczyna sprzyjać notowaniom euro. Amerykańskiej walucie nie pomogły wczoraj nawet lepsze informacje o deficycie handlowym, który był nieco mniejszy od prognoz analityków. Publikacja tych danych jedynie na chwilę umocniła dolara, który później jeszcze szybciej zaczął tracić na wartości względem euro. Wydarzenia te miały też konsekwencje dla złotego, który zyskał względem dolara i równocześnie stracił względem europejskiej waluty. Do osłabienia przyczyniły się powracające spekulacje na temat terminu wyborów parlamentarnych po tym, jak marszałek sejmu W. Cimoszewicz stwierdził, że nadal istnieje możliwość przeprowadzenia przedterminowej elekcji na wiosnę. A ponieważ rynek walutowy nie lubi niepewności, ryzyko inwestowania w złotego ponownie wzrosło.
Mimo to, w średniej perspektywie euro względem złotego pozostaje niewątpliwie w trendzie spadkowym. Jego obie linie - zarówno ta biegnąca od maja ub.r., jak i przyśpieszona (od października ub.r.) - pozostają niezagrożone. Z kolei na wykresie dolara w złotych kształtuje się formacja trójkąta obejmująca obecnie przedział ok. 3,09-3,15 zł. Wybicie z niej może podyktować kierunek na najbliższą przyszłość.