Sesja miała pokazać, jak rynek zachowuje się w momencie, gdy poranne nastroje przeniesione z rynków amerykańskich przestają sprzyjać bykom. Po środowej słabej końcówce nie mogliśmy dobrze zacząć. I faktycznie, rozpoczęliśmy na minusach, a niepewność zwiększały wyniki TP. Ale wątpliwości co do aktualnego rozkładu sił na rynku trwały tylko godzinę. Inwestorzy przypomnieli sobie, że niezależnie od jakości wyników, ta publikacja zawsze powoduje wzmożone zainteresowanie naszym rynkiem zagranicznych inwestorów.

Na razie sentyment globalnych funduszy sprzyja wzrostom na rynkach naszego regionu (WIG20 dalej nieco w tyle), więc rozpoczęliśmy kontynuację wspinaczki pod szczyty hossy. Ocena takiej sesji może być tylko jedna - to była wręcz demonstracja popytu położonego na kluczowe spółki przez zagraniczne fundusze i na tej sesji się nie skończy. Nie chodzi tylko o przemawiające na korzyść byków obroty, które były najwyższe od trzech tygodni, ale też o dużą wartość pojedynczych zleceń wskazujących na naprawdę trudnego dla niedźwiedzi przeciwnika.

Taki dynamiczny atak na wybrane, najbardziej płynne spółki przekonuje, że "musimy" na kolejnych sesjach przynajmniej spróbować zaatakować szczyty hossy. Fundusze, które dziś tak agresywnie kupowały, będą chciały wciągnąć szerszy rynek do gry, niezależnie od prognoz w dłuższym terminie. Ja wciąż uważam, że nad styczniowymi szczytami WIG20 jest dobry moment na pozbycie się akcji. Do ewentualnego błędu należałoby się przyznać dopiero, gdy indeksy będą kontynuowały trend wzrosty także po przejściu przez rynek raportów kwartalnych, co do których są chyba trochę wygórowane oczekiwania. Na dzisiaj jednak trwa szturm zagranicy i pozostaje tylko powtórzyć, że z takim przeciwnikiem się nie walczy.