kontariańskim odczycie tej ankiety, należy stwierdzić, że taki układ
sugeruje, że indeksy szczyty ze stycznia jednak poprawią.
Ale naiwnością byłoby sądzić, że w tym tygodniu cokolwiek może być
"oczywiste". Przeczy temu giełdowy kalendarz, który w ostatnim tygodniu
świecił pustkami. Teraz inwestorów od wtorku zaleje fala danych makro, ale
tak naprawdę kluczowe dla wszystkich rynków będzie wystąpienie Alana
Greenspana przed Kongresem USA. Właśnie z tego wystąpienia, a nie z samych
komunikatów po posiedzeniu FOMC, inwestorzy mogą tak naprawdę najwięcej się
dowiedzieć. Wydarzenie to samo w sobie zawsze jest bardzo istotne, ale
dodatkowo w ostatnim okresie rynek dostał tyle sprzecznych sygnałów odnośnie
polityki pieniężnej, że wyraźne określenie kolejnych działań banku
centralnego powinno wywołać sporo zamieszania na rynkach. Dylemat jaki
gryzie teraz inwestorów to czy stopy procentowe dalej będą stopniowo
podnoszone na każdym z kolejnych posiedzeń, czy czas w końcu zrobić przerwę.
Ten drugi scenariusz sugerował w tym tygodniu w środowym wywiadzie dla WSJ
prezes Fed z Atlanty. Postać to o tyle ciekawa, że w opinii rynku uchodzi za
zwolennika podwyżek stóp. Skoro taka osoba sugeruje konieczność zmiany
polityki Fed, to rynek dość szybko zinterpretował to jako zapowiedź przerwy
w podwyżkach stóp, tym bardziej, że to samo na początku tygodnia powtarzali
inni członkowie Fed. Na chwilę obecną, ry że zachowanie amerykańskiego rynku obligacji od
początku roku dyskontuje już zatrzymanie podwyżek stóp procentowych.
Korzystny dla rynku akcji spadek rentowności może jednak budzić zdziwienie i
trochę zastanawiać. W środowisku rosnących stóp procentowych rentowność 30
letnich obligacji na początku lutego spadła poniżej dołków z marca 2004 r. i
zbliża się do poziomów, z połowy 2003 r., gdy rynek bardzo mocno obawiał się
... deflacji.
W tym kontekście widać, jak ważne będzie wtorkowe/środowe wystąpienie
Greenspana. Natomiast z danych makro należy w tym tygodniu zwrócić
szczególną uwagę na wtorkową sprzedaż detaliczną (dwucyfrowy procentowy
spadek sprzedaży samochodów przełoży się spadek 0,4%, ale dane bez
samochodów pokażą analogiczny wzrost głównie dzięki znanym już lepszym od
oczekiwań danym o sprzedaży w sieciach handlowych i droższym cenom ropy),
środowej produkcji przemysłowej (ISM ostrzega przed negatywnymi danymi, choć
trudno tak naprawdę oszacować wpływ ostatnich wahań EUR/USD), czwartkowe
wnioski od bezrobotnych (wydarzeniem byłby spadek poniżej 300k), no i w
końcu piątkowych danych o inflacji PPI, która w obliczu ewentualnych
dalszych spekulacji o polityce Fed będzie mieć szczególne znaczenie. To
oczywiście nie jedyne dane makro, ale to one właśnie wraz z Greenspanem będą
mieć największy wpływ na amerykańskie parkiety. A wyniki spółek ? Po
pierwsze sezon wyników się już kończy, a po drugie przy takim kalendarzu
danych makro przestają być wydarzeniem.
Za to zupełnie odwrotnie u nas. Już w poniedziałek mamy trzęsienie ziemi na
naszym rynku, a potem będzie tylko ciekawiej. Wyniki w poniedziałek
publikuje KGHM, PKO BP i Agora. Według ankiety Reutera analitycy oczekują
zysku miedziowej spółki na poziomie 196 mln zł. Należy jednak pamiętać, że
tutaj bardzo często mamy klasyczną ruletkę. Rynek nie zna bowiem szczegółów
polityki hedgingowej koncernu (zabezpieczenie cen ropy i kursu dolara), a
operacje z tym związane stanowią bardzo znaczącą pozycję w bilansie. Zresztą
niech świadczy o tym fakt, że najniższa prognoza zysku netto wynosi 105
milionów złotych, a najwyższa 551 milionów złotych. Bardzo duże znaczenie
będzie tutaj miało nie tylko "ile", ale i "jak" zarobiła spółka. Jeśli
chodzi o PKO BP, to wynik banku ma ogromne znaczenie nie tylko dla kursu tej
spółki. Reakcja na wyniki bankowego lidera (powiedzmy) powinna przełożyć się
na resztę sektora bankowego. Ten ma bardzo duży udział w WIG20, więc
praktycznie ta jedna spółka może ustawić nastroje dla całego rynku. Mediana
prognoz 13 analityków pokazuje, że PKO BP zarobił w całym 2004 roku 1,538
mld zl wobec 1,228 mld zł w 2003 roku. Należy jednak przypomnieć casus BRE
Banku, którego strata mogła przyprawić w pierwszym momencie o zawał, a jak
się później okazało wręcz ucieszyła rynek faktem czyszczenia bilansu. Piszę
o tym dlatego, że wyniki PKO BP mamy za IV kw (z reguły najgorszy w
sektorze) i część analityków przestrzega także w przypadku tego banku, że
mogło dojść do ładnie nazywanego "przeglądu aktywów", czy też "księgowania
kosztów" na koniec roku. Czyli znowu, tak jak przy KGHM, nie tylko ważne
"ile" bank zarobi, ale też "jak" to osiągnął. Niby banalne stwierdzenie, ale
przecież nie zawsze inwestorzy tak dokładnie oglądają wyniki. Najwyżej
później korygują pierwsze emocjonalne reakcje. Teraz ostrożność będzie
większa. Trzecia w poniedziałek uwagę skupi Agora, której zysk netto w IV
kwartale ma osiągnąć 26,2 mln w porównaniu ze stratą 0,2 mln zł w
analogicznym okresie ubiegłego roku. Odwrotnie niż to jest w sektorze
bankowym, dla spółek medialnych to najlepszy okres w roku. Na koniec pytanie
bez odpowiedzi - czy spółki podadzą wyniki po sesjten tydzień to podawana przez GUS we wtorek
o 16:00 inflacja w styczniu oraz w czwartek o 16:00 także styczniowa
dynamika produkcji przemysłowej wraz z cenami produkcji sprzedanej
przemysłu. Te dane będą miały kluczowe znaczenie jeśli chodzi o oczekiwania
do przyszłotygodniowego posiedzenia RPP, oczywiście nie zapominając o
publikowanej przez NBP projekcji inflacji. 13 na 16 ankietowanych analityków
oczekuje, że na posiedzeniu 24-25 lutego RPP zmieni nastawienie z
restrykcyjnego na neutralne. Reszta oczekuje zmiany nastawienia dopiero w
kwietniu. Zagraniczny kapitał oczywiście nie będzie czekać na decyzję RPP,
ale zacznie je dyskontować od razu po wtorkowej i czwartkowej publikacji.
Reakcję na wtorkową inflację zobaczymy już na środowej aukcji 5 letnich
obligacji za 2,5-3,5 mld zł. Chyba nie muszę powtarzać, że rynek akcji
zdominowany jest w tej chwili przez popyt kładziony przez zagraniczne
fundusze. Jeśli po wtorkowej inflacji złoty zacznie się umacniać, a środowa
aukcja pokaże gigantyczny popyt na polskie obligacje, to należy oczekiwać,
że bardzo szybko pomoże to też rynkowi akcji.
Nie mogę nie wspomnieć o pojawiających się spekulacjach dotyczących
możliwości czerwcowych wyborów. W tym tygodniu głos zabrał marszałek
Cimoszewicz, który nie wykluczył jeszcze takiej możliwości. Rynek walutowy
potraktował to jako pretekst do realizacji zysków (czytaj - analitycy mieli
o czym pisać), a ja nie znalazłem w tym tygodniu nikogo, kto chciałby
postawić orzechy przeciwko moim dolarom, na scenariusz wyłamania się z
klubowej dyscypliny aż 50 posłów SLD. Bo właśnie około tylu posłów musiałoby
podnieść rękę 5 maja, by rozwiązać Sejm. Polityczna fikcja. Mocno zdziwił
mnie na koniec tygodnia raport Merrill Lynch, który trochę uległ tej
politycznej rozgrywce i uznał, że "w tym kontekście zainteresowanie rynku
polityką zwiększy się, a głosowanie w Sejmie nad samorozwiązaniem
zaplanowane na 5 maja skupi dużo większą uwagę niż oczekiwano po decyzji SLD
o zorganizowaniu wyborów w konstytucyjnym, jesiennym terminie. Teraz wynik
tego głosowania jest niepewny" ... "Patrząc z dystansu, to czy wybory odbędą
się w czerwcu, czy we wrześniu niewiele zmienia. Ale biorąc pod uwagę, że
rynki były zahipnotyzowane dotychczasową stabilnością polityczną, możliwość
jej skrócenia z 6 do 3 miesięcy nie przejdzie niezauważona". Jeśli poważnie
traktować te wszystkie obawy, to mamy pewną niekonsekwencję w zachowaniu
rynków. Gdyby faktycznie cokolwiek w tym tygodniu się zmieniło, to
widzielibyśmy to na rynku obligacji, oraz na rynku akcji, który oddawałby
wcześniejsze wzrosty - tłumaczone przecież też po części przesunięciem o 3
miesiące wyborów. Zamiast tego rynek obligacji był bardzo stabilny, a na
rynku akcji widzieliśmy znowu szturm zagranicznych inwestorów na akcje TPS,
czy najmocniej na PKN.
Podsumować należałoby to wszystko jakąś prognozą. Na 100% można być pewnym
tylko jednego - będzie ciekawie. Gwarantują to opisane wyżej wydarzenia, od
poniedziałkowych wyników polskich spółek począwszy, przez Greenspana, a na
amerykańskich i polskich licznych danych makro kończąc. Przy takim natłoku
wydarzeń zawsze powtarzam, że rynkowej koniunktury nie należy wtedy
prognozować, a jedynie reagować na napływające na rynek informacje. Każdego
dnia mamy bowiem wydarzenia, które radykalnie mogą zmienić rynkowe nastroje.
Jak na razie jednak ocena rynku nie może być inna niż w zeszłym tygodniu.
Ostatnie sesja to kontynuacja "dyktatu zagranicy" i teraz główny dylemat
inwestorów to pytanie, czy pokonamy styczniowe szczyty. Jak sugerowałem na
początku, moim zdaniem USA ustanowi nowe rekordy, a to pociągnie także nasz
rynek. O tym czy takie wybicie byłoby zet.com