Około 100 pracowników i udziałowców Kaliszanki protestowało przeciw sprzedaży ich firmy, podczas gdy 86 osób - mniej niż jedna trzecia wspólników spółki - brała udział w sobotnim spotkaniu z prezesem Cadbury Wedel. Impreza, na którą zaproszono wszystkich udziałowców kaliskiej firmy, stała się - jak pisaliśmy w weekendowym numerze - jednym z powodów dymisji Kazimiery Sarny, prezes Kaliszanki. Na spotkaniu wspólników pracowniczej spółki prezes zaproponowała upoważnienie zarządu do rozmów z inwestorem. Udziałowcy nie zgodzili się na takie rozwiązanie. Zaproszenia na "spotkanie z Wedlem" uznali zaś za próbę namówienia ich do sprzedaży udziałów. Do protestu przeciwko temu włączyli się m.in. miejscowi politycy.
Peter Knauer, prezes Cadbury Wedel, zaprzeczył tymczasem pogłoskom o przejęciu: Przyjechałem do Kalisza, aby przedstawić udziałowcom firmę Wedel, porozmawiać o rynku słodyczy i zagrożeniach w tej branży oraz poinformować o możliwościach egzystowania na rynku. Powiedziałem, że nie idziemy poszukać sobie partnera, lecz chcemy zachęcić do rozejrzenia się i współpracy na różnych płaszczyznach.
Potwierdzili to również uczestnicy spotkania. - Była mowa o możliwości współpracy w dziedzinie zakupu surowców i reklamie. Dopiero w perspektywie kilku lat pojawiła się możliwość połączenia - powiedział jeden z udziałowców, którzy spotkali się z P. Knauerem. - Nie bardzo wyobrażam sobie, jak mogłyby współpracować dwie konkurencyjne firmy - powiedział nam chcący zachować anonimowość przedstawiciel związków zawodowych Kaliszanki - organizatora protestu. Pracownicy boją się przejęcia, bo większość przyjętych w ostatnich latach osób nie jest udziałowcami spółki i nie może decydować o jej losach. Duża część z 266 obecnych udziałowców, którzy ponad 10 lat temu wzięli udział w prywatyzacji Kaliszanki, jest już emerytami. Spółka zatrudnia ok. 450 osób. - Obawiamy się zwolnień, bo jak na obecny poziom sprzedaży jest za dużo pracowników. Ale przy naszych możliwościach moglibyśmy produkować więcej - twierdzą pracownicy.
Wiele wskazuje jednak na to, że protesty pracowników są przedwczesne. Według statutu spółki, zgodę na zbycie akcji może wyrazić tylko rada nadzorcza, po wcześniejszej akceptacji takich planów przez zgromadzenie wspólników. A i tak pierwszeństwo nabycia udziałów mają wówczas pozostali udziałowcy. Ci są zdecydowanie przeciwni sprzedaży. Podczas ostatniego zgromadzenia ponad 60% udziałowców głosowało przeciw wpisaniu punktu o rozmowach z inwestorem w porządek obrad.
PAP