Od sierpnia Citigroup zorganizował zaledwie jedną emisję obligacji rządowych w strefie euro - wartą 100 mln USD ofertę 10-letnich papierów, sprzedawanych przez Finlandię - podczas gdy w analogicznym okresie rok wcześniej (sierpień 2003 r. - styczeń 2004 r.) bank mógł się chwalić wynikiem 55-krotnie lepszym. Oferował wówczas papiery warte łącznie 5,5 mld USD.
Bank z Nowego Jorku był liderem w sprzedaży obligacji emitowanych w strefie euro od 2002 r. Jednak podsumowując ostatnie pół roku, plasuje się dopiero na dwudziestej pozycji. Po sierpniowej aferze z transakcjami na elektronicznym rynku europejskich obligacji, zaufanie do Citigroup straciły m.in. rządy Hiszpanii, Włoch, Austrii i Belgii, które organizację emisji papierów wartych blisko 40 mld USD powierzyły jego konkurentom. Niechęć wobec banku z USA wykorzystał lokalny rywal Morgan Stanley (wskoczył na czoło klasyfikacji organizatorów emisji obligacji w strefie euro), jak też europejskie BNP Paribas, Credit Suisse i Barclays.
Mimo że bezpośrednie straty, jakie poniosło Citigroup, mogą być liczone w dziesiątkach milionów dolarów, to gwarantowanie emisji obligacji rządowych, szczególnie w strefie euro, dla banków inwestycyjnych nie jest najbardziej intratnym zajęciem - prowizje zazwyczaj nie przekraczają dziesiątków procenta wartości emisji. Jednak często właśnie dzięki takim ofertom banki mogą ugruntować swoją pozycję i zdobyć bardziej atrakcyjne kontrakty, np. na sprzedaż akcji spółek należących do skarbu państwa. W tej dziedzinie też już widać niechęć wobec Citigroup - w ciągu ostatnich miesięcy bank spadł na ósmą z pierwszej pozycji w rankingu banków obsługujących najwięcej takich emisji w strefie euro. Tymczasem w tym roku mógłby sporo zarobić, bo na rynek mają trafić papiery warte aż 37 mld euro.
Przypomnijmy, że kłopoty Citigroup zaczęły się 2 sierpnia, kiedy na elektronicznym rynku MTS, na którym handluje się obligacjami rządów z Europy, bank najpierw w ciągu kilku minut sprzedał papiery za gigantyczną kwotę ponad 12 mld euro, by po pół godzinie odkupić papiery warte 4 mld euro. Dzięki tym transakcjom, których wartość o jedną trzecią przekroczyła wartość przeciętnych dziennych obrotów na MTS-ie, zarobił kilkanaście milionów dolarów. Chociaż Citigroup upiera się, że przeprowadził je zgodnie z prawem, to jednak, zdaniem ekspertów, istnieją uzasadnione podejrzenia manipulacji. Dochodzenia w tej sprawie prowadzi kilka instytucji nadzorujących rynki kapitałowe w Europie - m.in. brytyjska FSA, niemiecki BaFIN i włoski Consob.