Ostatnie sesje nie przyniosły zbyt dużych zmian na rynkach zagranicznych. W większości przypadków zostały utrzymane dotychczasowe tendencje. Choć za oceanem charakter wzrostów ciągle można określić jako korekcyjny, to w Europie należy mówić o kontynuacji trendu wzrostowego.
S&P 500 nadal pozostaje w korekcie. Najprawdopodobniej jednak indeks wkroczył w jej ostatnią fazę. Wyraźnie widać, że ma problemy z pokonaniem wewnętrznej linii trendu łączącej lokalne maksima i minima z ostatnich kilku miesięcy. Cały czas znajduje się również poniżej szczytu z przełomu roku. Dodatkowo, biorąc pod uwagę stosunkowo silne wykupienie rynku, wydaje się, że powrotu spadków możemy spodziewać się już w najbliższym czasie. Potwierdzeniem zniżkowego charakteru rynku będzie przełamanie lokalnego minimum z pierwszej połowy miesiąca na poziomie 1191 pkt. Całkowity zasięg spadków należy jednak określić przynajmniej na 1165 pkt, a nie można wykluczyć i znacznie silniejszej zniżki. Scenariusz ten może unieważnić dopiero wzrost indeksu powyżej szczytu z początku stycznia na poziomie 1218 pkt. W takim przypadku zmianie uległaby jednak głównie sytuacja w krótkim terminie. W średnim horyzoncie inwestycyjnym nadal można by było spodziewać się korekcyjnych spadków.
Rynki środkowoeuropejskie nadal silnie zwyżkują. Wszystkie trzy główne indeksy regionu ustanowiły na ostatnich sesjach nowe szczyty. O ile jednak w przypadku BUX i PX50 już od dłuższego czasu można było mówić o trendzie wzrostowym, o tyle w przypadku warszawskiego indeksu dopiero ostatnia sesja przyniosła zdecydowane przełamanie historycznego maksimum z przełomu roku. Obecnie trudno wskazać konkretne poziomy docelowe zarówno dla warszawskiego indeksu, jak i dwóch pozostałych. Jedyną wskazówką może być długoterminowe wykupienie rynków. W okresie ostatnich kilkunastu miesięcy najlepsze wyniki przynosiła jednak strategia podążania za rynkiem. Wydaje się zatem, że i teraz lepiej będzie cierpliwie czekać na sygnały realizacji zysków, niż samemu próbować łapać szczyt.