Klapa - tak jednym słowem można posumować IKE. Twórca programu, Krzysztof Pater, były minister polityki społecznej, liczył, że konta założy od 1,7 do 3,5 mln osób. Wyniki są dziesięciokrotnie gorsze od dolnej granicy prognoz. Łącznie zdeponowano na IKE od początku września do końca grudnia 2004 r. 200 mln zł - podało Ministerstwo Polityki Społecznej. Dla porównania, Pioneer, największe TFI na rynku, pozyskało w tym samym okresie do swoich funduszy 1,74 mld zł.

Okazuje się jednak, że powodem niepowodzenia programu nie jest niski limit wpłat na konta. Wynosi on 150% średniego, miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce. W tym roku - 3635 zł. Wielu specjalistów twierdziło, że przy takim limicie w ogóle nie warto sobie zawracać głowy IKE. Dotyczy to w szczególności kont prowadzonych przez biura maklerskie, służących do inwestowania na giełdzie. Korzyści wynikające z posiadania IKE (zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych pod warunkiem niewypłacania pieniędzy do przejścia na emeryturę) mogą się bowiem okazać mniejsze od kosztów (większe prowizje dla drobnych transakcji).

Rzeczywiście, w przypadku nielicznych brokerów, którzy zdecydowali się na uruchomienie IKE, stopień wykorzystania limitu jest największy, ale i tak poniżej 100%. Średnia wpłata na konto wyniosła w 2004 r. 3300 zł. Jeszcze niższe są kwoty dla IKE w funduszach inwestycyjnych - średnio 2322 zł - i w formie lokat bankowych - 1498 zł. Szokująco niskie są dane dla kont prowadzonych przez towarzystwa ubezpieczeniowe. Średnia wpłata wyniosła zaledwie 501 zł. W sumie, na przeciętnym IKE zdeponowanych było na koniec grudnia 1905 zł.

Skoro nie za niski limit wpłat, to jaki czynnik zdecydował o niepowodzeniu IKE? - Główny powód to brak finansowanej przez rząd kampanii informacyjnej o potrzebie oszczędzania na emeryturę. Ciężar reklamy spadł na instytucje finansowe - twierdzi Łeszek Jedlecki, członek zarządu ING TFI. - Wygrał ten, kto miał na ten cel więcej pieniędzy - dodaje. Innego zdania jest Maciej Witkowski, szef działu produktów inwestycyjnych w mBanku. - Najważniejsza sprawa to za słabe zachęty podatkowe. Zwolnienie z podatku Belki to mało. Bo, jak wynika z naszych badań, wielu klientów jest przekonanych, że w przyszłości ten podatek i tak będzie zniesiony - mówi. - Do tego, aby IKE odniosły sukces, konieczne jest prawo do odliczania wpłat od podatku dochodowego - dodaje. Możliwość takiej nowelizacji ustawy o IKE zasugerował niedawno wicepremier Jerzy Hausner.

Najwięcej, 110,7 tys., umów o prowadzenie IKE zawarły towarzystwa ubezpieczeniowe. Na drugim miejscu są TFI (50,9 tys.), na trzecim banki (7,6 tys.), a na czwartym biura maklerskie (6,3 tys.).