REACH to skrót od angielskiej nazwy Registration, Evaluation and Authorisation of Chemicals (rejestracja, ocena i autoryzacja, czyli dopuszczenie substancji chemicznych). Niektóre komponenty będą musiały przejść również ocenę pod względem bezpieczeństwa dla konsumentów oraz dopuszczenie na rynek przez Komisję Europejską (chodzi przede wszystkim o produkty niebezpieczne). Jeszcze w zeszłym roku specjaliści z branży chemicznej zapowiadali, że rozporządzenia związane z REACH mogą wejść w życie w 2006 roku. Zdaniem Wojciecha Gurgacza, zastępcy dyrektora ds. rozwoju produkcji w Orlenie, w związku ze zmianami kadrowymi w Europarlamencie, prace nad REACH opóźnią się. Jego zdaniem, 2007 rok jest optymistycznym terminem.
Choć prace nad REACH trwają od wielu miesięcy, to w dalszym ciągu nie wypracowano spójnych przepisów. Nie wiadomo więc dokładnie, jakie skutki pociągnie za sobą wdrożenie projektu. Jedyne wyliczenia, które dotąd opracowano i upubliczniono w Polsce, powstały w Instytucie Chemii Przemysłowej. Z raportu opublikowanego w zeszłym roku wynika, że koszt operacji sięgnie 1,6-2,8 mld zł. Wojciech Gurgacz uważa, że podawanie na obecnym etapie jakichkolwiek wyliczeń jest obarczone bardzo dużym błędem.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że koszt rejestracji jednej substancji może wynieść ok. 20 tys. dolarów. Wiele firm będzie musiało zarejestrować po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset komponentów. Związane z tym wydatki mogą się okazać zabójcze przede wszystkim dla małych i średnich firm. Dla nich REACH już może się okazać bolesny, gdyż każda z nich powinna oddelegować jedną osobę, która przygotuje spółkę do nowych przepisów.
Wdrożenie REACH może znacząco obniżyć konkurencyjność europejskiego przemysłu. Dlaczego? Bo np. do produkcji samochodu w Azji koncerny będą używać produktów chemicznych, które nie będą musiały przejść kosztownej rejestracji, oceny czy dopuszczenia. Taki sam samochód wyprodukowany w Europie może okazać się z tego powodu znacznie droższy. Zdaniem Wojciecha Gurgacza, wdrożenie REACH jest kolejną zachętą dla globalnych firm chemicznych do przenoszenia produkcyjnej działalności chemicznej poza Europę, przede wszystkim do Azji. - Zjawisko to już się rozpoczęło - podkreśla W. Gurgacz.
Komentarz