- Wręczyłem już wypowiedzenia około 230 pracownikom spółki. Zanim zakończy się trzymiesięczny okres wypowiedzeń, chciałbym znaleźć dzierżawcę fabryki. W ten sposób uda się utrzymać pracę choćby dla części pracowników, a zakład będzie w ruchu - twierdzi Jan Kanecki, syndyk Pozmeatu. Spółka od niemal pół roku nie prowadziła już działalności. Pracownicy nie otrzymywali wynagrodzeń od września, jednak firma - nie mając pieniędzy na odprawy - nie wypowiadała umów. Teraz należności załodze ma uregulować Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
Wniosek o upadłość likwidacyjną mięsnej firmy złożył zarząd po tym, jak na proponowany układ nie zgodził się jeden z mniejszych wierzycieli. Wcześniej spółką zainteresowani byli inwestorzy z branży mięsnej. - Mam nadzieję, że skorzystają teraz z zaproszenia do zakupu zakładu w Robakowie - twierdzi syndyk. - Nie wyobrażam sobie, aby mógł zostać sprzedany w częściach. Będę szukał inwestora, który przejmie całość i rozpocznie produkcję. Nie będzie to łatwe, bo na części majątku są różne zabezpieczenia - mówi J. Kanecki. Zamierza w najbliższym czasie wystąpić o zgodę sądu na sprzedaż nieruchomości niezwiązanych z produkcją - m.in. kilku mieszkań. Syndyk mówi, że długi Pozmeatu wynoszą 110 mln zł, a majątek spółki został wyceniony na 90 mln zł. Większość wierzycieli zostanie zaspokojona. Syndyk ma jednak złą wiadomość dla byłych dostawców trzody - oni, zgodnie z prawem, znajdą się w grupie wierzycieli spłacanych w ostatniej kolejności.
Według syndyka, w ciągu kilku tygodni powinna rozstrzygnąć się przyszłość Pozmeatu. Na powrót do układu nie widzi jednak dużych szans. Spodziewa się, że spółka zostanie wkrótce wycofana z giełdy. Wczoraj kurs szacunkowy (nie zawarto żadnych transakcji) wyniósł 2,55 zł.