Wtorkowa sesja na amerykańskich parkietach potwierdza przypuszczenie, że tamtejszym indeksom trudno będzie kontynuować wzrost, rozpoczęty w drugiej połowie stycznia. S&P 500 napotkał silny opór w pobliżu szczytu z końca ubiegłego roku. Jeszcze większy niepokój budzi zachowanie Nasdaqa. Już w początkowej fazie wtorkowych notowań znalazł się poniżej dołka z 9 lutego, co oznacza zakończenie krótkoterminowego trendu bocznego i zapowiada spadek. Sytuacja staje się jeszcze jaśniejsza jeśli spojrzymy na wykres Nasdaqa 100, w którego skład wchodzą największe firmy technologiczne. Rosnąc w okolice 1550 pkt dokończył on ruch powrotny do szczytu z początku 2004 r. Przełamanie tej bariery w IV kwartale minionego roku dawało nadzieje na podtrzymanie dobrej koniunktury w kolejnych miesiącach. Teraz, gdy indeks znów znalazł się poniżej niej, trzeba to traktować jako fałszywy sygnał kupna, który może przynieść dłuższą przecenę. Na nie wskazuje powstała w ostatnich tygodniach formacja flagi, typowa dla ruchów korekcyjnych. Zamknięcie poniżej 1510 pkt będzie oznaczać jej opuszczenie. To zaś każe spodziewać się w następnych tygodniach zniżki o skali podobnej do tej ze stycznia. Wtedy Nasdaq 100 znalazłby się w okolicy 1400 pkt, czyli ponad 7% niżej niż obecnie.
Z punktu widzenia S&P 500 w dalszym ciągu kluczowa dla długoterminowej koniunktury jest obrona wsparcia w rejonie 1160 pkt. Utrzymujący się na tygodniowym MACD sygnał sprzedaży wraz z wcześniej utworzoną negatywną dywergencją dają duże szanse na zdobycie przez sprzedających tego poziomu. Wcześniej jednak podaż musi uporać się ze wsparcie przy 1192 pkt, gdzie 9 lutego wypadł dołek.
Do silnego oporu dotarł też DJ Stoxx, opisujący notowania 50 największych firm europejskich. W okolicy 2915 pkt wypadł dołek na jesieni 2001 r., którego dotąd nie udało się przełamać. Wczorajszy wyraźny spadek potwierdza znaczenie tej bariery. Indeks znalazł się na najniższym poziomie od 10 lutego, co może sygnalizować przynajmniej krótkoterminowe przesilenie.