Największym od kilku miesięcy spadkiem wartości indeksy w USA "zapewniły" nam otwarcie na minusach. Wynikało to nie tylko z faktu samego spadku, ale także prawdopodobnej jego kontynuacji na następnych sesjach. To tylko potwierdzało, że nasza sesja zacznie się pod poziomem poprzedniego zamknięcia. Zadaniem popytu było więc wybronienie rynku przed poważniejszym zjazdem i znacznym pogorszeniem nastrojów. Już po sesji można przyjąć, że zadanie to zostało zrealizowane.

Strach przed osłabieniem w USA nie jest wcale wydumany. Wprawdzie nasza korelacja z rynkami światowymi ostatnio zmalała, to jednak nie bylibyśmy w stanie zupełnie zignorować ewentualnego pogorszenia się koniunktury. Stąd początek niski notowań. Później wzięła górę nadzieja, że nastroje na Zachodzie nie są jeszcze tak złe. Poziom wsparcia w okolicy 2020 pkt. został obroniony już na początku sesji i później nie był testowany. Poziom ten ogranicza od dołu małą konsolidację, w jaką wpadliśmy w ostatnich dniach. Można przypuszczać, że tuż pod nim usytuowana jest spora liczba zleceń stop. Pytanie, czy zejście pod 2019 pkt można uznać za sygnał sprzedaży? Myślę, że w tych okolicach znacznie ważniejszym jest poziom 1980 pkt., który wcześniej kilka razy zatrzymał wykres kursu kontraktu. Teraz można oczekiwać, że teraz będzie to skuteczne wsparcie. Tym samym zejście tylko pod 2019 pkt nie musi być odbierane zbyt emocjonalnie.

Wczoraj cały dzień przebywaliśmy w zakresie wahań ustalonym już wcześniej. Sama sesja niczego nowego nie wniosła, poza potwierdzeniem, że popyt cały czas czuwa i nie dopuszcza do większych przecen. Nie pozostaje nic innego jak przyjąć, że pozostajemy w trendzie wzrostowym, a popyt nadal będzie sobie radzić z zakusami niedźwiedzi.