Wzrost WIG20 do poziomu 2100 pkt. odpowiadałby 1,618 wielkości spadku, który miał miejsce miedzy 3 i 24 stycznia. W krótkim terminie tak określony poziom może stanowić opór. Fakt, że pomimo trzech prób z rzędu nie udało się go jak na razie sforsować, sprawia iż indeks prędzej spadnie do co najmniej 2000 pkt. aniżeli utworzy nowy szczyt.

Z drugiej strony sesja środowa miała typowo korekcyjny charakter - aktywność graczy była znacząco niższa niż podczas wzrostów. Presja sprzedających nie była zbyt silna, co poskutkowało tylko minimalnym spadkiem indeksu. Warto jednak w kontekście zatrzymania zwyżki spojrzeć nieco na wskaźniki. Nadal martwi wartość oscylatora RSI, który osiągnął ekstremum, z którym w przeszłości praktycznie zawsze wiązała się mniejsza czy większa korekta. Nie sądzę, aby tym razem korekta skończyła się tylko na 30 - 40 pkt. Kolejne 50-60 pkt. spadku jest wg. mnie wysoce uzasadnione, po to, by wartość wskaźnika znów spadła w obszar równowagi. W ujęciu tygodniowym "tak sobie" wyglądają Ultimate i wspomniany już RSI, ale kontrastuje z nimi dynamicznie rosnący MACD. Co warte odnotowania, jego wartość wciąż rośnie po tym, jak w grudniu pokonał kilkunastomiesięczną linię trendu spadkowego. Od jego zachowania zależeć może przyszły trend średniookresowy, bo cały jego bieżący ruch (wzrost zapoczątkowany lipcu ubiegłego roku) można traktować (na razie) jako ruch powrotny do długoterminowej linii trendu rosnącego, która obecnie znajduje się około 15 pkt. wyżej niż sam wskaźnik.

Z uwagi na to, że indeks pokonał 62-proc. zniesienie bessy z 2000 i 2001 roku, można założyć, że wzrost zniesie cały spadek, co wiązałoby się z osiągnięciem przez WIG20 poziomu 2500 pkt. Biorąc pod uwagę kondycję największych spółek (z indeksu, nie z giełdy) to taka możliwość jest całkiem prawdopodobna. Wystarczy wziąć pod uwagę hipotetyczną sytuację, że KGHM nie "zabezpiecza" się od ryzyka kursowego w tym roku i tylko z tego tytułu generuje dodatkowy 1 mld zł zysku.