Przez ostatnie dwa tygodnie notowania ropy naftowej stopniowo rosły, by we wtorek przekroczyć w Nowym Jorku 51 USD za baryłkę. To najwyższy poziom od czterech miesięcy. W Londynie gatunek Brent zdrożał w tym czasie przejściowo do 48,90 USD. Impuls do zwyżki cen ropy dał nawrót zimy po obu stronach Atlantyku. Niższe niż zwykle temperatury na północnym wschodzie USA oraz w północnozachodniej części Europy zwiększyły znów zapotrzebowanie na olej opałowy, wzbudzając obawy przed jego niedostateczną podażą.

Wzrostowi cen ropy sprzyjały też prognozy zapowiadające zwiększenie w 2005 r. światowego popytu na paliwa płynne - wskutek wysokiej koniunktury w gospodarce chińskiej - a także informacje o ich niewielkich zapasach w krajach wysoko uprzemysłowionych. Dodatkowo do zwyżki notowań przyczyniło się osłabienie dolara.

Tendencję wzrostową udało się zahamować w środę. Sprawiła to wypowiedź przewodniczącego OPEC, a zarazem ministra ds. ropy Kuwejtu, szejka Ahmada Fahda al-Ahmada al-Sabaha. Wyraził on pogląd, że jeżeli notowania będą nadal rosnąć, organizacja ta może zwiększyć wydobycie. Uspokajająco na rynek wpłynęły też szacunki wskazujące na wzrost w zeszłym tygodniu amerykańskich rezerw ropy naftowej oraz benzyny.

W Londynie gatunek Brent z dostawą w kwietniu kosztował wczoraj po południu 48,65 USD za baryłkę w porównaniu z 48,62 USD w końcu sesji wtorkowej i 46,15 USD w poprzednią środę.