Amerykański bank inwestycyjny będzie zbierał wpłaty do funduszu Torrus Fund, zarejestrowanego w Luksemburgu. Sprzedaż będą prowadzić biura maklerskie. - Liczymy na minimum 50 mln zł. Ale jeżeli zbierzemy mniej, nie zrezygnujemy z inwestycji - mówi Marek Saran, wiceprezes Merill Lynch Global Markets and Investment Banking Group. Czas inwestycji to cztery lata. Ale będzie można wcześniej wycofać pieniądze. Umorzenia jednostek będą realizowane raz na tydzień.
Fundusz jest tak skonstruowany, aby zapewnić utrzymanie wartości kapitału i dodatkowy zysk uzależniony od zmian trzech światowych indeksów giełdowych: Nikkei 225, S&P 500 i Eurostoxx 50. - Rentowność funduszu powinna być większa od oprocentowania depozytów bankowych - twierdzi M. Saran. Czy marka Merrill Lynch przekona inwestorów? Pomysł "gwarantowanej" stopy zwrotu nie jest nowością na polskim rynku. Do tej pory takie fundusze nie odnosiły jednak oszałamiających rezultatów.
Zainteresowanie ofertą Merrill Lynch w Polsce będą bacznie śledzić zagraniczni konkurenci banku, którzy też chcą wejść na nasz rynek. Chodzi m.in. o amerykańską grupę Franklin Templeton, fundusze Citibanku, niemieckiego DekaBanku czy brytyjskiej grupy Man (fundusze hedgingowe). Merrill Lynch to pierwszy zagraniczny fundusz sprzedawany w Polsce na podstawie nowych zasad (bez tworzenia TFI).
Popyt na jednostki Torrus Fund będzie też wnikliwie analizował sam ML. W niedalekiej przyszłości ma bowiem wprowadzić do Polski 52 fundusze luksemburskie.
Quasi-sprzedaż swoich funduszy w Polsce prowadzi też duńska grupa Jyske (ma zgodę KPWiG na dystrybucję). Polega ona na tym, że inwestorzy z Polski zachęcani są do otwarcia rachunku w Danii i za jego pośrednictwem kupowania jednostek uczestnictwa. Transakcja zawierana jest jednak poza Polską.