Reklama

Dyrektor i jego laptop

Sąd w Houston oddalił pozew Jukosu, w którym spółka wnioskuje o ochronę przed wierzycielami z ramienia rozdziału 11 prawa upadłościowego w USA. Sędzia Letitia Clark uznała, że sprawa ta nie podlega amerykańskiej jurysdykcji, ponieważ spółka w praktyce w ogóle nie jest obecna na tamtejszym rynku.

Publikacja: 26.02.2005 07:08

Jukos zwrócił się do amerykańskiego sądu o ochronę przed wierzycielami 14 grudnia ub.r. Były naftowy gigant stał wówczas bowiem przed perspektywą zlicytowania największych zakładów wydobywających ropę, w Nieftiejugańsku. Krok przyniósł korzyści tylko "na papierze", bo sąd w Houston do czasu pełnego rozpatrzenia sprawy zabronił wyprzedaży kluczowych aktywów spółki. Władze rosyjskie zignorowały jednak tę decyzję i przed świętami zlicytowały firmę Jugańsknieftiegaz. Nabywcą, za 9,3 mld USD, zostało mało znane konsorcjum Bajkałinvest, za którym - jak się okazało - stał państwowy koncern naftowy Rosnieft.

W piątek sędzia Letitia Clark oddaliła wniosek Jukosu. Uznała, że rosyjski koncern jest za słabo obecny na rynku amerykańskim, by mógł podlegać miejscowej jurysdykcji. Władze Jukosu miały nadzieję na inną decyzję, ponieważ z Houston pochodzi dyrektor finansowy rosyjskiej spółki Bruce Misamore i właśnie w tym mieście zarejestrowano amerykański oddział Jukosu. Przedstawiciele Deutsche Banku, oskarżonego przez potentata naftowego o przyczynienie się do sprzedaży Jugańsknieftiegazu, złośliwie komentują, że Jukos U.S. ma tylko dwa aktywa za Atlantykiem - dyrektora Bruce Misamore w jego prywatnym apartamencie w Houston oraz jego laptop.

Decyzja amerykańskiego sądu oznacza, że Jukos utracił już właściwie ostatnią szansę obrony przed upadkiem. - Firma nie ma już praktycznie żadnych innych możliwości. Musi czekać, co postanowią w jej sprawie sądy w Rosji - powiedział agencji Bloomberga Donald Coxe, z funduszu Harris Investment w Chicago. A rosyjskie sądy, odczuwające presję ze strony władz, spółce przychylne nie są. Dość powiedzieć, że wydawały decyzje o ściągnięciu z Jukosu gigantycznych zaległości wobec urzędu skarbowego, wycenionych łącznie na aż 28 mld USD.

Po nadejściu informacji z Houston akcje Jukosu staniały w Moskwie aż o 26%. Od października 2003 r., gdy aresztowano właściciela koncernu, wówczas najbogatszego Rosjanina Michaiła Chodorkowskiego, walory spółki staniały aż o 95%. W piątek odbyła się kolejna rozprawa w sądzie moskiewskim, dotycząca oskarżonego o malwersacje podatkowe byłego miliardera. Kolejny zarzut, jaki wysunęła mu prokuratura, to nielegalny zakup w 1994 r. zakładów surowcowych Apatit. Chodorkowski miał się nie wywiązać z obietnic zainwestowania w te zakłady. Biznesmen nie przyznał się do żadnego ze stawianych mu zarzutów i oświadczył, że "zawsze prowadził interesy legalnie". Obserwatorzy spodziewają się jednak, że niebawem władze rosyjskie wystawią na sprzedaż kolejne aktywa grupy.

Komentarz

Reklama
Reklama

Rozpaczliwy ruch

Jukos chwyta się wszystkich możliwości,

aby przeciwstawić się rozprzedaniu przez rosyjskie

władze, których sugestiom ulegają tamtejsze sądy. Pomysł o złożenie wniosku o ochronę przed

wierzycielami w USA wskazuje jednak na desperację zarządu spółki. Trudno było o inne orzeczenie sądu,

skoro spółka praktycznie nie działa

Reklama
Reklama

na terenie Stanów Zjednoczonych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama