Przez większość giełdowego tygodnia na rynku widoczna była atmosfera wyczekiwania. Z jednej strony kupujący byli bardziej ostrożni przy nabywaniu akcji po jeszcze wyższych cenach, z drugiej ich posiadacze nie kwapili się do sprzedaży. W rezultacie obroty stopniowo malały, by w środę osiągnąć 430 mln (dla spółek z WIG20). Inwestorzy nadal wpatrywali się w rozwój wydarzeń na rynkach walutowym i obligacji. Złoty znów zaczął zyskiwać na wartości, co doprowadziło do przebicia poprzednich minimów przez kurs euro. To od razu zrodziło przekonanie, że mamy do czynienia z napływem kolejnej fali zagranicznego kapitału do Polski. W takiej sytuacji wzrost wartości złotego mógł zapowiadać dalszą aprecjację cen akcji i obligacji. W przypadku papierów dłużnych nic takiego jednak nie nastąpiło. Rentowność 5- i 10-latek przez cały tydzień była stabilna, by obniżyć się o ok. 10 pkt bazowych w piątek po ogłoszeniu decyzji przez RPP. Podobnie było z węgierskimi papierami skarbowymi. Tamtejsze 10-latki, nawet pomimo niespodziewanie dużej obniżki stóp procentowych, straciły na wartości. Trzeba przy tym przyznać, że zachowanie obligacji w Polsce i na Węgrzech jest wciąż bardzo silne, jeśli wziąć pod uwagę największy od ośmiu miesięcy wzrost zyskowności papierów dłużnych w Eurolandzie.
Umocnienie złotego z ostatniego tygodnia w większym stopniu podziałało na giełdę. Trudno jednak powiedzieć, na ile był to efekt pojawienia się kolejnej porcji realnych pieniędzy na rynku, a w jakim stopniu mieliśmy do czynienia z samospełniającą się przepowiednią. Skoro złoty rośnie w siłę, zapowiadając kolejną odsłonę szturmu na polskie aktywa, to nie ma co czekać, tylko trzeba znów zacząć kupować akcje. Natomiast negatywnym wpływem silnego złotego na wyniki spółek nie ma się co przejmować - ich wąska grupa, która przewodzi tegorocznej hossie, jest na to niewrażliwa. Zauważmy, że od 15 lutego, kiedy WIG20 pierwszy raz w tym roku zakończył notowania ponad maksimum z 2004 r., aż sześć firm wchodzących w skład tego indeksu straciło na wartości (w tym Dębica prawie 6% i Stalexport ponad 7%), a z drugiej osiem urosło więcej niż indeks. Na całym rynku te proporcje wyglądają jeszcze gorzej - więcej akcji straciło, niż zyskało, a w skali większej niż WIG zyskała jedna piąta wszystkich spółek.
Piątkowa odpowiedź
Ostatnia sesja tygodnia w tych statystykach nic nie zmieniła. Potwierdziło się po raz kolejny, że hossa rozgrywa się w bardzo wąskim gronie notowanych przedsiębiorstw, a pomimo rekordowych poziomów głównych indeksów równie łatwo jest stracić pieniądze co zyskać. Trudno określić, na ile świadomość tego mają inwestorzy na tak rozgorączkowanym rynku jak ostatnio. Równocześnie muszą sobie odpowiedzieć na pytanie nie tylko o to, czy warto ryzykować kupno papierów po obecnych cenach, ale jeszcze, które wybrać - te, które najmocniej ostatnio drożały, czy tegorocznych outsiderów.
Wykresy indeksu cenowego, obliczanego przez PARKIET oraz WIG-Banki, sugerują oparcie się pokusie szybkich zysków. Dlaczego?