W MSP praca wre. Pojawiają się nowe, odważne pomysły. Wojna toczy się na wielu frontach: Orlen, PZU, złota akcja, "kominówka". Tu doniesień z pola walki nie brakuje. Ale są przecież i inne, mniej spektakularne, poletka.
Na przykład reprywatyzacja. Wspominałem w tym miejscu kilka dni temu o jej zbójeckiej koncepcji. Ba, złodziejskiej. Pojawiły się głosy oburzenia. Więc przyjrzyjmy się sprawie uważniej. Bo jakoś cicho nad tym "trupem". A tymczasem pomysł jest klonowany, np. na potrzeby odszkodowań za mienie zabużańskie.
Weźmy takie oto studium przypadku. Istniało sobie przed wojną znakomicie prosperujące przedsiębiorstwo. Zapewniało pracę setkom ludzi i dochód - naprawdę niezły - właścicielom. Ze względu jednak na uboczną działalność - wpisaną na indeks profesji zakazanych przez władzę ludową - cała firma została znacjonalizowana. Właściciele zostali bez środków do życia (prywatne mienie, czyli domy, też im zabrano - jak to w Warszawie). Ludzie zostali bez pracy. Bo państwo spółkę zlikwidowało. Dobra materialne - zatrzymało, oczywiście. Przez dobre 40 lat korzystało z solidnych niemieckich maszyn. Od 60 lat ma w swoich rękach nieruchomości. I też z nich korzysta - teraz wynajmuje (poprzez przedsiębiorstwo państwowe). Szczęśliwie budynki wyszły z wojennej zawieruchy nietknięte. Nie trzeba było ich odbudowywać. Inwestycji też specjalnie nie potrzebowały. Projekt ustawy co do zasady nie przewiduje jednak zwrotu w naturze nieruchomości lub innych składników mienia. Skarb Państwa chce oddać tylko 15% wartości zagarniętego majątku. W praktyce 15% tego, co zostało - budynków. To wprawdzie tak, jakby - tout proportion gardee - sprowadzić wycenę Microsoftu do wartości jego siedziby, ale to Skarbowi Państwa nie przeszkadza. O wartości - w momencie nacjonalizacji - zniszczonego przez państwo przedsiębiorstwa nie ma co mówić. Tym bardziej o wartości, jaką pewnie teraz by miało (a mogłoby być jednym z giełdowych blue chipów, jak np. Agora). O utraconych korzyściach zapewnianych przez jego aktywa też trzeba zapomnieć. Nawet gdyby brać pod uwagę tylko te, które płynęły z wykorzystania zabranych maszyn i budynków, czyli te, które zgarniało i zgarnia wciąż państwo.
Ale żeby nie było mowy o odzyskaniu marnych resztek firmy, które ocalały, czyli nieruchomości?
Skarb Państwa przyznaje, że celem ustawy jest naprawienie krzywd, wypłata "słusznych odszkodowań", ale nie wypłata odszkodowań sensu stricto. Na obronę tego bełkotu ma tylko jeden argument: ograniczone możliwości płatnicze.