Niewielkim zmianom uległa techniczna sytuacja najważniejszych rynków akcji w minionym tygodniu. Europejskie indeksy rozpoczęły zasłużoną korektę, a amerykańskie pozostają w krótkoterminowych trendach bocznych. Nastroje inwestorów zza oceanu nieznacznie popsuć mogła sesja wtorkowa. Indeks S&P 500 stracił w jej trakcie 1,45%. Była to największa przecena od początku sierpnia 2004 r. Jej wymowa jest o tyle negatywna, że odbyła się pod szczytem z końca grudnia 2004 r. Ranga tego oporu (1215 pkt) stała się więc większa. W trakcie kolejnych sesji indeks zdołał jednak odrobić straty, a to potwierdziło krótkoterminową równowagę na rynku. Do czasu, kiedy S&P 500 nie opuści formacji horyzontalnej, zawieranie transakcji nie ma więc większego sensu.
Cały czas z większym prawdopodobieństwem należy oczekiwać wzrostu ponad opór znajdujący się na poziomie 1215 pkt. Takiemu rozwojowi zdarzeń sprzyja sytuacja średnioterminowa. Tutaj cały czas trwa trend wzrostowy. Jego linia znajduje się w okolicy 1170 pkt. Pięć punktów niżej natomiast przebiega wsparcie wyznaczane przez dolne ograniczenie krótkoterminowego trendu bocznego. Dopiero więc spadek poniżej tej strefy powinien skutkować sprzedażą akcji. Opuszczenie horyzontu powinno dać sygnał do przynajmniej 50-pkt ruchu.
Mniej korzystnie wygląda Nasdaq Composite. Indeks rynku technologicznego nie zdołał wrócić do grudniowego szczytu. Konsolidacja odbywa się 100 pkt niżej. Z kupnem należy się wstrzymać. Krótkoterminową zachętą do nabywania akcji pojawi się z chwilą przekroczenia oporu na 2090 pkt. Zwyżka powinna wtedy sięgnąć 2180 pkt. Tutaj znajduje się znacznie ważniejsza bariera podażowa, której przekroczenie, da sygnał do rozpoczęcia nowej, średnioterminowej fali wzrostowej. Jeżeli natomiast niedźwiedzie zdołają zepchnąć notowania poniżej dołka 24 stycznia (2009 pkt), to trend spadkowy powinien trwać do 1900 pkt.
Narzędzia techniczne nie wysyłają sygnałów zachęcających do zawierania transakcji. Zarówno wskaźniki trendu, jak i oscylatory poruszają się okolicach poziomów równowagi.