Początkowy wzrost to zasługa nastrojów przeniesionych z piątku, nowych rekordów węgierskiego BUX i świetnej sesji w USA. To uratowało rynek przed mocniejszą przeceną. Późniejsze zachowanie po wysokim otwarciu było bowiem bardzo słabe. Od razu widać było niską aktywność, co po ostatnich wzrostach nie przemawiało na korzyść byków. Sugeruje bowiem bierność zagranicznych inwestorów. Powoli podaż zaczęła zyskiwać przewagę i przy zejściu do piątkowego zamknięcia mieliśmy chyba najważniejszy moment sesji - fundusze nie broniły tutaj rynku choćby tylko strasząc większym popytem. Po takim zachowaniu wsparcia można było szukać już tylko na piątkowej luce hossy.
Im dłużej trwała ta sesja, tym byliśmy niżej. Styl spadku martwi. Podaż co jakiś czas odpuszczała "wysypywanie" akcji, ale indeks w tym czasie tylko wchodził w konsolidacje. Nie było chętnych na żadne choćby tylko 10-pkt odreagowanie. Gdy popyt trochę się odbudował na niższych ofertach, podaż znowu to szybko wykorzystywała. Taki schemat trwał do końca sesji. Gdyby nie obroty ("tylko" 641 mln), co jak na ostatnią aktywność nie jest zbyt dużą wartością, mówiłbym o dramatycznie słabym zachowaniu GPW.
Na wykresach dla techników pierwsze istotne wsparcie to początek piątkowych luk hossy (luki wyczerpania na WIG20?), do których zabrakło już tylko kilku punktów. Za faktycznie istotne wsparcia uważam jednak dopiero dolne ograniczenie konsolidacji z ostatnich dwóch tygodni. Zejście niżej byłoby jednocześnie przebiciem linii trendu wzrostowego oraz średniej SK55. Bez tego wczorajszą sesję należy odbierać jedynie jako korekcyjną. Za małe obroty i dalej za silny złoty, by spekulować o odwracaniu trendu. Dzisiaj uwaga na wyniki PKN, bo spółki paliwowe ustawiają ostatnio nastroje dla całego regionu.