Od umiarkowanego spadku rozpoczęły się pierwsze w nowym tygodniu sesje za Atlantykiem. Nie pojawiły się wiadomości, które w zdecydowany sposób wpłynęłyby na zachowanie inwestorów. Musieli się więc zadowolić "starymi" informacjami, takimi jak wysokie ceny ropy (wczoraj cena baryłki w Londynie zbliżyła się do 52 USD). Podjęciu decyzji nie sprzyjały też dane makroekonomiczne przedstawione w poniedziałek, które nie dały jasnego obrazu sytuacji w amerykańskiej gospodarce. Dochody Amerykanów spadły w styczniu o 2,3%, po zwyżce o 3,7% w grudniu (analitycy spodziewali się spadku o 2,6%). Natomiast wydatki nie zmieniły się (w grudniu wzrosły o 0,8%), choć eksperci spodziewali się niewielkiego wzrostu, o 0,1%. Analityków zaskoczyła też niższa sprzedaż nowych domów w styczniu. Dobre wieści nadeszły natomiast z branży przemysłowej. Wskaźnik aktywności w najbardziej uprzemysłowionym regionie Stanów Zjednoczonych - w rejonie Chicago - wzrósł w lutym do 62,7 pkt, z 62,4 pkt miesiąc wcześniej.

Wśród spółek uwagę zwracała przecena walorów potentatów branży motoryzacyjnej - General Motors i Forda. To efekt obniżenia rekomendacji dla tych firm, z "neutralnie" do "sprzedaj" przez analityków Banc of America Securities. Zapowiedziana duża transakcja w branży handlowej, czyli przejęcie za 11 mld USD przez Federated Department Stores firmy May Department Stores, nie wywołała euforii wśród inwestorów. Akcje obu spółek staniały nieznacznie na początku sesji. Do godz. 22.00 naszego czasu indeks Dow Jones Industrial Average spadł o 0,69%, a technologiczny Nasdaq Composite o 0,70%. Analitycy tłumaczyli zniżkę także realizacją zysków po trzech z rzędu sesjach zdjęciowych.

Indeksy wczoraj nie wykazywały skłonności do wzrostu, a tymczasem najnowsze badania wskazują na największy optymizm wśród amerykańskich inwestorów od lipca ub.r. Wskaźnik nastrojów giełdowych graczy, opracowany przez szwajcarski bank UBS i instytut Gallupa, wzrósł w lutym do 82 pkt, z 76 pkt w styczniu.

W Europie indeksy też na ogół wczoraj spadały, ale umiarkowanie.