Premier Belka wart jest dwa grosze. Tak przynajmniej sądzą inwestorzy na rynku walutowym, osłabiający złotego po zapowiedzeniu na czwartek ważnych oświadczeń ze strony premiera. Dla wszystkich jasne się staje, że w naszej zakręconej demokracji taki komunikat oznacza przejście urzędującego premiera do nowego ugrupowania. Kwestia kiedy. Tym samym powoli faktem się staje, że nie zarejestrowana jeszcze "partia", obsadziła kluczowe w polskim parlamencie stanowiska i ma sondażowe poparcie wyższe od partii rządzących. Polityki w komentarzach staram się unikać, ale czasami trudno się powstrzymać. Bush naprawdę powinien raz jeszcze przemyśleć, czy rozsądnie jest krzewić na świecie akurat demokrację.
Komentarz zamiast polityczny, powinien być giełdowy. Ale jak tu pisać o GPW, gdy jej los leży teraz wyłącznie w rękach zagranicznych inwestorów, a z kolei trwałość tego źródła wlewającej się na parkiet gotówki zależy głównie od wydarzeń na rynku walutowym i nierozerwalnie z nim związanym forum politycznym. Napiszę więc trochę warunkowo. Wariant pierwszy zakłada przejście dzisiaj Belki do nowej formacji, co niejako automatycznie jest zapowiedzią złożenia dymisji i czerwcowych wyborów. Po takiej informacji skala cierpień giełdowych byków byłaby w kolejnych tygodniach tylko zależna od skali perturbacji na rynku walutowym. Kodeks giełdowy przewiduje w takich przypadkach wyrok od 5-15% w zawieszeniu na dwa miesiące (do 5 maja). Wariant drugi zakłada brak dzisiaj sensacji i zaskakujące rynki samorozwiązanie Sejmu 5 maja. Wyrok? Nie wiem, bo to wariant dla mnie nierealny. Jedyną alternatywą dla dymisji, która przeceni warszawskie indeksy, jest przeciąganie procesu aż do przedawnienia na przełomie września i października. To dla giełdowych byków będzie jak uniewinnienie.