Sezon publikacji wyników powoli zbliża się do końca. To trudny okres dla inwestorów, którym grozi swoiste rozdwojenie jaźni. Z jednej strony pozytywne informacje nadsyłają na rynek duże spółki, które chwalą się najlepszymi rezultatami w historii. W klubie miliarderów, czyli firm, które zarobiły netto przynajmniej 1 mld zł, mamy pięć podmiotów. Dla KGHM, Pekao, PKO, PKN Orlen i TP zeszły rok był najlepszy w historii, jeśli wziąć pod uwagę zysk netto. Warto jednak zwrócić uwagę, że osiągnięcia KGHM i PKN Orlen związane są z czynnikami cyklicznymi (wysokie ceny surowców). Na rezultatach wszystkich wymienionych firm korzystnie odbiło się obniżenie podatku PIT do 19%. W 2004 roku ta stawka obowiązywała po raz pierwszy. Zasadne wydaje się pytanie, czy spółki te w 2004 roku były wyjątkowo dobrze zarządzane, czy też zarobiły tak dużo dzięki splotowi korzystnych okoliczności. Skutkiem ubocznym dobrych tegorocznych wyników jest także podniesienie bazy porównawczej dla 2005 roku. Gdyby na przykład tempo wzrostu gospodarczego osłabło trochę bardziej niż to się w tej chwili wydaje, a jednocześnie odpowiedź na pytanie o dobre zarządzanie gigantami warszawskiej giełdy była negatywna, to efekt może być mało przyjemny dla posiadaczy akcji.
Poza największymi spółkami, które spisały się w 2004 roku dobrze, są jeszcze mniejsze podmioty. Jak bardzo ich wyniki mogą odbiegać od oczekiwań pokazuje przykład WSiP. W 2004 roku spółka zarobiła 8,3 mln. Analitycy Domu Maklerskiego BISE prognozowali 29,6 mln, AmerBrokers 28,2 mln zł. W ciągu dwóch dni kurs spadł o 11%.
Jeśli spółka nie zalicza się do grupy gigantów, którymi zainteresowani są podobno gracze zagraniczni, poprzeczka zawieszona jest dość wysoko. Na słabe wyniki w czwartym kwartale 2004 roku Dębica zareagowała bardzo szybko, podejmując decyzję o cięciu kosztów (m.in. poprzez zwolnienia pracowników). Dalszy spadek kursu może oznaczać, że rynek oczekuje czegoś więcej niż tylko ograniczania wydatków.