W dziale "futures" taki tytuł na szczęścia ma szanse być odebrany ze zrozumieniem. Kontrakty oddały aż 86 pkt i rynek zachowywał się tak, jakby jednym ruchem chciał zdyskontować harakiri premiera. Ja wyceniłem to wydarzenie na korektę 5-15%, więc jeśli faktycznie dzisiaj Belka określi bliski termin dymisji, to trochę miejsca na spadki zostało.
Proszę jednak nie ulegać złudnemu wrażeniu, że to tylko polityka zadecydowała o losach sesji. Słabnący złoty byłby przyjęty trochę z przymrużeniem oka, gdyby wyniki PKN były choćby tylko zgodne z oczekiwaniami. Spółka rozczarowała, a dlatego tak natrętnie podkreślam jej rolę, gdyż to właśnie spółki paliwowe często nadawały ton indeksom na większości parkietów naszego regionu. Potwierdził to wczoraj węgierski BUX. Po takich wynikach PKN (do tego straszył TVN skupiający uwagę Amerykanów) trudno zachęcić zagraniczne fundusze do kolejnej fali zakupów, a jak destrukcyjna potrafi być bierność tego źródła popytu (OFE z wypełnionymi portfelami rynku nie obronią) mogliśmy, już się przekonać choćby w pierwszych tygodniach stycznia.
Ciekawą sytuację mamy na wykresach. Zarówno kontrakty, jak i WIG20 zjechały tuż pod bardzo ważne wsparcia. Jak widać na powyższym wykresie, wcześniej została też złamana linia trendu wzrostowego i po raz pierwszy od końca stycznia zeszliśmy pod SK55. Tu kończą się marzenia o kontynuacji dynamicznego trendu wzrostowego. Ale pesymizmu zbyt mocno nie zasiewam. Powodem są wczorajsze obroty. Tak niska aktywność nie przemawia za argumentami niedźwiedzi i sugeruje, że gdy ustąpią czynniki niepewności (polityka), próba powrotu do wzrostu będzie równie dynamiczna. Jeśli tak stałoby się dzisiaj, to wzrost może być początkiem formacji szczytowej (RGR) i jednocześnie tylko ruchem powrotnym do linii trendu.