Czwartkowe notowania za Atlantykiem rozpoczęły się od wzrostu notowań największych spółek. Dotyczyło to przede wszystkim firm specjalizujących się w handlu detalicznym, na czele z Wal-Martem. Nic dziwnego skoro właśnie ta, największa światowa sieć supermarketów oraz sieć barów kawowych Starbucks podały wczoraj informację o wyższej od oczekiwanej sprzedaży w lutym. To szczególnie dobra wiadomość, bo pokazuje, że pomimo wysokich cen ropy amerykańscy konsumenci nie rezygnują z wydatków napędzających wzrost gospodarczy.
Dodatkowym impulsem do zakupów były optymistyczne dane makroekonomiczne. Wskaźnik aktywności w sektorze usług publikowany przez Instytut Zarządzania Podażą (ISM) wzrósł w lutym do 59,8 pkt, po spadku do 59,2 pkt miesiąc wcześniej. Wydajność amerykańskiej gospodarki w IV kwartale zwiększyła się o 2,1%, podczas gdy eksperci spodziewali się zwyżki o 1,5%, a to oznacza, że firmy powinny chętniej zatrudniać. Dane na temat amerykańskiego rynku pracy w lutym poznamy dzisiaj, ale wczoraj powiało już trochę optymizmem, gdy okazało się, że liczba nowych bezrobotnych spadła w poprzednim tygodniu do 310 tys. osób.
Mimo tych dobrych informacji indeks Dow Jones Industrial Average, w skład którego wchodzi 30 największych amerykańskich spółek, w tym Wal-Mart Stores, wzrósł do godz. 22.00 naszego czasu o 0,19%. Technologiczny Nasdaq Composite stracił 0,40%. Wszystkie optymistyczne impulsy zeszły na dalszy plan ze względu na wysokie ceny ropy. Wczoraj w Nowym Jorku sięgały 53 USD za baryłkę, najwyższego poziomu w tym roku.
W Europie główne indeksy nieznacznie się zmieniły. W górę, o 0,44% poszedł londyński wskaźnik FT-SE 100. Duża w tym zasługa wzrostu kursu akcji koncernu naftowego Shell. Frankfurcki DAX spadł o 0,46% (przyczyniły się do tego m.in. linie lotnicze Luftansa i koncern energetyczny RWE, czyli spółki, którym w pierwszej kolejności szkodzi wzrost cen paliw), natomiast praktycznie stał w miejscu paryski CAC-40, który stracił zaledwie 0,03%.