Czy wiedzą Państwo, co to jest "niemiecki próg rentowności"? Kilka lat temu uświadomił mnie dyrektor finansowy jednej z większych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. Jest to sytuacja, kiedy przedsiębiorstwo osiąga stratę netto na poziomie równym przychodom ze sprzedaży, czyli - aby było bardziej obrazowo - jeśli w okresie x spółka osiąga 50 jednostek pieniężnych (jp) przychodów, to wynik netto wynosi -50 jp. Niestety, nie byłem na tyle dociekliwy, aby dowiedzieć się od dyrektora, skąd się wzięło określenie "niemiecki"...
Historia, którą chciałbym opowiedzieć, rozpoczęła się kilka miesięcy temu. Po prezentacji dotyczącej perspektyw polskiego rynku finansowego dla grupy kilkunastu inwestorów podszedł do mnie jeden z nich i zapytał się, co myślę o spółce A, której akcje były właśnie przedmiotem oferty publicznej. W delikatny sposób - wszak nigdy nie wiadomo, z kim się ma do czynienia - starałem się odradzić zakup tych walorów. Spółka A działa bowiem na bardzo konkurencyjnym rynku, a jej wyniki na tle świetnych rezultatów większości giełdowych firm w ubiegłym roku wyglądały blado.
Mój rozmówca nie był równie delikatny i pozwolę sobie nie przytaczać jego wypowiedzi. Ogólnie - inwestor również nie był fanem spółki. Co jednak należy uznać za najciekawsze, mój rozmówca twierdził, że współpracuje ze spółką A i właśnie kilka tygodni wcześniej otrzymał prośbę, aby złożyć duże zamówienie na jej produkty, przy czym nie powinien się martwić o płatności, bo za zamówione produkty nie musi płacić szybko, a jak nie sprzeda produktów - to za jakiś czas może je zwrócić. Rozmówca wyraźnie zaznaczył, że współpracuje ze spółką A od dłuższego czasu i taka prośba jest, biorąc pod uwagę dotychczasowe relacje, co najmniej nietypowa.
Jak to usłyszałem, zrozumiałem, dlaczego mój rozmówca był mniej delikatny ode mnie w ocenie spółki A. Potrzebowała ona większych przychodów i zysków w okresie oferty akcji. Trzeba przecież jakoś przekonać inwestorów do wyłożenia gotówki. A co będzie potem? Później niech się martwią inwestorzy.
Zapamiętałem tę rozmowę i z utęsknieniem czekałem na raport spółki A za czwarty kwartał. Nie zawiodłem się. Spółka wprawdzie nie osiągnęła niemieckiego progu rentowności, ale była bardzo blisko. Inwestorzy, w tym instytucjonalni, poczuli pewnie dreszcz na plecach.