Dysproporcja między coraz większym popytem na aluminium a ograniczoną podażą sprawiła, że w ostatnich dniach nastąpił ponownie wyraźny wzrost jego notowań. Niepokój wywoływało stopniowe wyczerpywanie rezerw nadzorowanych przez Londyńską Giełdę Metali, które spadły poniżej 600 tys. ton i były o 57% mniejsze niż przed rokiem.
Powód do obaw dał też szybszy wzrost w 2004 r. światowej produkcji aluminium niż niezbędnego do jego wytwarzania półproduktu - tlenku glinu. Zwiększyły się one odpowiednio o 6,1% i 5,1%, co grozi ograniczeniem dostaw na rynek. W tych warunkach cena tlenku glinu osiągnęła ostatnio 412,50 USD za tonę, tj. najwyższy poziom od 8 miesięcy, przyczyniając się dodatkowo do zwyżki notowań samego aluminium.
O niewystarczającej podaży tego metalu świadczą wyższe ceny w kontraktach z dostawą natychmiastową niż w transakcjach terminowych. Gdyby dostępna ilość aluminium przewyższała popyt, notowania terminowe byłyby wyższe ze względu na wkalkulowane w nie koszty składowania oraz oprocentowania.
Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych płacono wczoraj po południu 1980 USD w porównaniu z 1958 USD w końcu sesji poniedziałkowej i 1908 USD w poprzedni wtorek. Zdaniem Petra Holcaka, dyrektora firmy Alcan, ceny aluminium mogą obniżyć się w drugim półroczu ze względu na spadek popytu na samochody i osłabienie aktywności w amerykańskim budownictwie.