Ostatnie pięć sesji na giełdach surowcowych przyniosło dalszy wzrost notowań ropy naftowej. Wczoraj w Londynie osiągnęły one rekordowy poziom, przekraczając przejściowo 53 USD za baryłkę, a w Nowym Jorku do najwyższej w historii ceny 55,67 USD zabrakło niespełna 1 USD.
Tendencję zwyżkową podtrzymywały obawy, że dostawcy ropy nie będą w stanie zwiększyć wydobycia, aby pokryć spodziewany w tym roku wzrost popytu na paliwa płynne, zwłaszcza w USA i Chinach. O rosnącym zapotrzebowaniu informowały niedawno w swych prognozach Międzynarodowa Agencja Energetyczna i OPEC. Niepokój nasiliło ograniczenie produkcji przez amerykańskie rafinerie, które dokonują właśnie sezonowych przeglądów technicznych i przestawiają procesy wytwórcze z oleju opałowego na benzynę.
W tej sytuacji szczególnie ważne stało się stanowisko, jakie 16 marca zajmie OPEC podczas konferencji ministerialnej w Iranie. Wprawdzie reprezentant tego kraju zapewnił, że przy tak wysokich notowaniach nie może być mowy o redukcji wydobycia, ale z drugiej strony nic nie wskazuje na gotowość do jego zwiększenia.
Dodatkowo do zwyżki cen ropy przyczyniają się fundusze hedgingowe, które lokują kapitały na rynku naftowym w przekonaniu, że uzyskają tam większy zwrot, niż inwestując w akcje. W Londynie gatunek Brent z dostawą w kwietniu kosztował wczoraj po południu 52,94 USD za baryłkę w porównaniu z 52,84 USD w końcu sesji wtorkowej i 51,22 USD w poprzednią środę.