W tym tygodniu wykres wskaźnika AD-line (skumulowana różnica pomiędzy liczbą spółek rosnących i spadających; dane na stronie PARKIET-u) znalazł się na nowym historycznym minimum. Zachowanie tego spadającego już od kwietnia 2004 wskaźnika odzwierciedla systematycznie malejącą szerokość rynku. W ostatnich tygodniach w hossie uczestniczyły już właściwie tylko akcje największych firm kupowanych przez zagraniczne instytucje, zaś duża część mniejszych spółek przemysłowych, najbardziej wrażliwych na przebieg cyklu koniunkturalnego, od wielu miesięcy znacząco traci na wartości. W okresie minionych 10 lat AD-line ustanawiała nowe historyczne minima 2-krotnie: w maju 1998 oraz w lutym 2001. W obu przypadkach z przeszłości rynek akcji znajdował się już w regularnej bessie spowodowanej cyklicznym spowolnieniem gospodarczym. W maju 1998 WIG był już w dwa miesiące po swym cyklicznym szczycie, w lutym 2001 od momentu ustanowienia szczytu hossy mijało już 11 miesięcy. Równocześnie nowe minimum wskaźnika szerokości rynku stanowiło sygnał ostrzegający przed zbliżającymi się kłopotami. W 1998 roku w ciągu następnych 5 miesięcy od wygenerowania tego sygnału WIG stracił ok. 38%, w 2001 roku maksymalna strata wyniosła ok. 32% w ciągu 8 miesięcy.
Alan Greenspan, który lubi oryginalne słownictwo, określił ostatnio zachowanie amerykańskiego rynku obligacji jako "conundrum", czyli zagadkę. Chodziło mu o zachowanie długoterminowych obligacji, które od wiosny do początku lutego pomimo wzrostu krótkoterminowych stóp gwałtownie drożały. Od miesiąca długie stopy jednakże silnie wzrosły podążając za krótkim końcem krzywej, czego efektem był m.in. wzrost rentowności 5-latek do 2,5-letniego maksimum i zapowiadające dalszy wzrost stóp wybicie się rentowności 10-latek z czegoś, co wygląda jak 7-miesięczne podwójne dno. W najbliższych tygodniach powinniśmy być świadkami próby sił pomiędzy wzrostem atrakcyjności obligacji USA a słabym dolarem i hossą na aktywach finansowych rynków nazywanych "wschodzącymi".