Ponownie nastroje zmieniły kierunek cen. Mamy klasyczną konsolidację. Emocje pchają ceny to w jedną, to w drugą stronę, ale nic z tego nie wychodzi. Wczoraj było blisko, ale zakończyło się jak po-przednimi razy. Kierując się tym przeplatańcem, należy oczekiwać dziś sesji wzrostowej.

Jeszcze przed sesją było wiadomo, że popyt będzie w defensywie za sprawą słabszych notowań w USA. Środowe mocne zamknięcie nic tu nie znaczyło. Jeszcze rano byliśmy świadkami próby wzrostu, ale ten skończył się na poprzednim zamknięciu. Później było już tylko gorzej. Długo przebywaliśmy w okolicy wsparcia na 2060 pkt. Dopiero tuż przed publikacją danych makro w USA bykom puściły nerwy. Ceny zjechały na nowe minima sesji. Przez chwilę byliśmy narażeni na przebicie linii trendu wzrostowego. Podaż jednak nie wykazała się siłą w najważniejszym momencie. Popyt zdołał wybronić ceny i notowania zakończyły się nad poziomem wsparcia.

Wczorajsza sesja potwierdza tezę, że nie ma sensu się emocjonować zmianami cen, póki przebywamy w konsolidacji. Nastroje zmieniają się właściwie z sesji na sesję, co zdecydowanie utrudnia wychwycenie rynkowego sentymentu. Pozostaje czekać na wybicie. Poziomy wybicia można oprzeć na lokalnych ekstremach lub spróbować poszukać na wykresie jakiegoś wzoru - formacji. Na razie wygląda na to, że jesteśmy w trakcie kreślenia diamentu. Jest to przypuszczenie, które zyska potwierdzenie, gdy ceny wykonają ruch wzrostowy umożliwiający wyznaczenie górnego prawego ograniczenia formacji, czyli dojdą do okolic 2100 pkt. i wyznaczą tam lokalny szczyt. Na razie mamy tylko wiarygodne wsparcie, które i wczoraj zapracowało na swoją reputację. Jego przełamanie zbliży nas raczej do poziomu 2000 pkt niż umożliwi wzrost do 2100 pkt.